ROZPACZLIWY wpis Agnieszki Hyży. "Milczenie jest przyzwoleniem"
Agnieszka Hyży opublikowała na Instagramie poruszający wpis, w którym wspomniała ogromną falą hejtu, jaka spadła na nią kilka lat temu. Prezenterka Polsatu pokazała swoje zapłakane zdjęcie, które zrobiła w okresie największych ataków hejterów. – Błagaliśmy, wysyłaliśmy pisma. Zero reakcji – napisała.
Agnieszka Hyży kilka dni temu stanęła w obronie Adriana Szymaniaka ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia", który jest atakowany przez wielu internautów w okresie swojej poważnej choroby. Prowadząca "halo tu polsat" sprzeciwiła się atakom, które spadają na leczącego glejaka 38-latka. W najnowszym wpisie na Instagramie przypomniała, jak sama była stale pod celownikiem hejterów.
Agnieszka Hyży planuje hucznie świętować 10. rocznicę ślubu z mężem
Agnieszka Hyży opublikowała poruszający wpis na Instagramie
Agnieszka Hyży nawiązała do sytuacji z kwietnia 2021 roku, kiedy media donosiły o konflikcie jej męża z jego byłą żoną. Grzegorz Hyży wówczas odparł ataki Mai Hyży, która zarzuciła mu, że "nie daje jej żyć od lat" i "zatruwa jej życie", a także "nęka ją i prześladuje" oraz "krytykuje i obwinia o wszystko". Na parę spadła wtedy ogromna dawka krytyki. Prezenterka Polsatu, wracając do bolesnych wspomnień sprzed lat, napisała:
To ja w kwietniu 2021 roku. W dniu, w którym mój mąż wydał oświadczenie... Ten czas pamiętam jak przez mgłę i wolałabym, żeby tak pozostało. A jak wyglądałam bez tej mgły, to wiedzą nieliczni i niech tak zostanie.
"Byłam wtedy w trzecim miesiącu ciąży. W kolejnej ciąży. Nie wiedział o tym nikt, nawet najbliżsi. Ten stan trwał trzy miesiące. W naszym życiu działy się wtedy tak różne rzeczy, że wzięłam dla siebie długie »wakacje«" – dodała Agnieszka Hyży.
ZOBACZ TEŻ: Agnieszka Hyży i Marcin Mroczek byli jedną z najgorętszych par show-biznesu. Dziś unikają rozmów o sobie
Agnieszka Hyży wraca do bolesnej sytuacji z 2021 roku
40-latka w instagramowym wpisie podkreśliła, że kiedy czytała ataki na Adriana Szymaniaka, to "poczuła znajomy ścisk w żołądku i gulę w gardle". "Znam to uczucie aż za dobrze i zajęło mi wiele lat, żeby z niego wyjść. Dziś o tym mówię, bo milczenie jest przyzwoleniem. Najgorzej było wiosną 2021 roku. Bez szczegółów, zainteresowani je znają" – napisała. Dalej przypomniała:
Co dwie godziny pojawiał się kolejny kłamliwy, szkalujący nagłówek. Nie miał nic wspólnego z prawdą, ale generował ogromną falę hejtu. Bałam się otworzyć przeglądarkę, Instagram, miałam dość screenów i linków. Błagaliśmy, wysyłaliśmy pisma. Zero reakcji. To, co działo się poza mediami, i o czym nie mówiłam, chciałabym wymazać z pamięci. Dziś jestem w zupełnie innym miejscu.
"I wiem, że jest wiele osób (...), które dziś czują to, co ja w kwietniu 2021 roku. Jeśli choć jedna osoba, która wtedy pisała komentarze oparte na bzdurach lub uderzała w moją rodzinę, czuje dziś wstyd, to dobrze. Jeśli ktoś następnym razem pomyśli, zanim kogoś »dojedzie«, to też dobrze. Jeśli ktoś teraz siedzi w poczuciu, że jest niczym, mam nadzieję, że poczuje się lepiej. Nie róbmy sobie tego, ludzie. W żadnym temacie. Chorób, rozwodów, pieniędzy, dzieci, racji, plotek, poglądów czy orientacji. Słowa potrafią zabić. Czasem wolno i po cichu" – napisała.
Agnieszka Hyży przy okazji zwróciła się do Sandry Kubickiej, która obecnie też mierzy się z dużą krytyką w związku z zawirowaniami w jej życiu osobistym. "Sandro, trzymam kciuki. Oby droga, na którą weszłaś i która jest stanowczym stop dla rozczarowania rzeczywistością internetowo-rodzinną, była zwycięska" – napisała. Na koniec stwierdziła:
Wiem jedno: żadne wyroki, przeprosiny ani zadośćuczynienie nie zwrócą czasu, nerwów, upokorzeń ani nocy z gulą w gardle. To jest zawsze pyrrusowe zwycięstwo. Wygrana, która kosztuje więcej, niż komukolwiek z zewnątrz mogłoby się wydawać. Najtrudniejsza prawda o hejcie jest taka, że nikt nie oddaje strat, a widownia rzadko pamięta, co sama dołożyła. Internet nie ponosi odpowiedzialności, ale ludzie powinni. Bo konsekwencje nie kończą się po wylogowaniu.