Modelka choruje na PCOS, czyli zespół policystycznych jajników, przez co jej ciało produkuje za dużo testosteronu. Opowiedziała o chorobie w ubiegłym roku, gdy gościła w jednym z wydań formatu Dzień Dobry TVN, wyznając w jego trakcie:
Po prostu trzeba zmienić styl życia, badać się i czekać na cud. Niektóre kobiety znoszą to bardzo delikatnie, a niektóre przechodzą z full pakietem tak jak ja. Przytyłam 17 kilogramów, miałam bulwy podskórne, zaczęły mi włosy rosnąć w bardzo dziwnych miejscach i to są właśnie te pierwsze objawy. Również nieregularne miesiączki i brak owulacji, co się też wiąże z problemem zajścia w ciążę... Ogólnie hormony tak wariują, że moje ciało myśli, że jest po prostu mężczyzną i tak się zachowuje. Mam za wysoki testosteron.
W weekend podzieliła się z fanami nową diagnozą, która doprowadziła ją do łez.
Relację na Instatstory zaczęła od tego, że nienawidzi zmagać się z PCOS:
Nienawidzę PCOS. Jeżeli macie żonę, siostrę, przyjaciółkę, która ma PCOS, w skrócie, obchodźcie się z nimi jak z jajkiem.
Po czym dodała, że przez chorobę jej jajnik nie działa prawidłowo:
Lewy jajnik nadaje się do "śmieci", ale mam jeszcze prawy - podsumowała.
Potem dodała jeszcze krótki filmik, na którym pokazała swoją czystą cerę, podkreślając, że dzięki leczeniu po raz pierwszy nie ma wyprysków na twarzy:
Jestem przed babskimi dniami i pierwszy raz nie mam żadnych wyprysków. FAKJU PCOS. DA SIĘ!
Trzymamy kciuki za Sandrę i jej walkę z chorobą.