Sylwia Peretti po raz PIERWSZY w wywiadzie o śmierci syna. Tak dziś wygląda jej życie
Po śmierci syna Sylwia Peretti całkowicie zniknęła z show-biznesu. Przez ostatnie trzy lata nie udzielała również żadnych wywiadów i dopiero teraz zrobiła wyjątek. W rozmowie z Wiktorem Słojkowskim podzieliła się najtrudniejszymi momentami. Zdradziła również, jak dziś się czuje. - Nie jestem symbolem matki cierpiącej, ja po prostu jestem matką cierpiącą - wyznała.
Sylwia Peretti dała się poznać szerszej publiczności dzięki programowi "Królowe życia". Celebrytka chętnie pojawiała się na celebryckich imprezach, z których dodawała relacje na media społecznościowe. Jej życie całkowicie zmieniło się 15 lipca 2023 roku, kiedy to w wypadku samochodowym zginął jej ukochany syn. Od tego czasu Peretti nie udzielała wywiadów, aż do teraz. W podcaście Kozaczka opowiedziała o trudach, z którymi mierzy się po śmierci Patryka.
Paulina Gałązka o programie, swojej historii i stracie ojca. "Był to temat do przepracowania na terapii"
Sylwia Peretti w emocjonalnym wywiadzie po śmierci syna
Sylwia Peretti na swoim Instagramie niemalże codziennie zamieszcza posty dotyczące swojego syna. Każde ze zdjęć celebrytki od lipca 2023 jest dodawane w kolorze czarno-białym. Jak sama podkreśla, jej życie w tamtym momencie legło w gruzach. Teraz w rozmowie z Wiktorem Słojkowskim opowiedziała nieco więcej o swoich odczuciach i codzienności bez syna. Co ciekawe, dziennikarz był pierwszą osobą, z którą Peretti porozmawiała o wypadku i śmierci Patryka.
Wiesz, dlaczego ci odpowiadam na te pytania? Ponieważ nikt mnie o to nie pytał. Nie ma osoby w kręgu moich bliskich, znajomych, dalszych, które by mnie o to zapytały. Uważam, że ludzie się boją mojej odpowiedzi, ponieważ jestem najlepszym dowodem na to, że nic nie jest dane raz na zawsze. Każdemu, nawet tej Peretti (to była ironia) może się przytrafić coś, co również ich może spotkać - zaczęła.
W dalszej części rozmowy opowiedziała o macierzyństwie. Wyznała, że bycie mamą było dla niej spełnieniem marzeń i czuła się w tej roli świetnie.
Bycie mamą. Najpiękniejsze, co mnie wtedy spotkało. I strasznie za tym tęsknię.
Dodała również, że codziennie myśli o synu i wie, że cały czas jest obok niej.
Wiesz, działa też coś takiego jak jakiś mechanizm wyparcia. Staramy się uchronić siebie samych przed niektórymi myślami, przed niektórymi wspomnieniami. Nie da się. Więc dla mnie to jest naturalne, że on jest w moim życiu, że ja o nim mówię. To jest po prostu naturalne. On jest, mimo że go nie ma - wyznała Peretti.
Sylwia Peretti opowiedziała o dniu wypadku syna
Peretti we wspomnianej rozmowie otworzyła się na tyle, że była w stanie wrócić do 15 lipca 2023 roku i wypadku swojego syna. Opowiedziała, że tego dnia spotkało ją coś nieprawdopodobnego. Po powrocie do domu z wyjścia ze znajomymi - mimo że było po północy - zegarek pokazywał godzinę 3:12. I to właśnie o tej porze otrzymała ona później wiadomość o śmierci Patryka.
To jest tak niewiarygodne. Przyjechali do mnie znajomi z Warszawy. Zrobiliśmy u mnie w ogrodzie grilla, dzień jak co dzień w okresie letnim. Przyjechał też Patryk z dziewczyną. Zrobiliśmy grilla, po czym młodzi pojechali do siebie, a my poszliśmy na rynek. Chciałam im pokazać rynek w Krakowie nocą. Wróciliśmy do domu około pierwszej. Poszliśmy jeszcze na taras. Ja mówię: ale szybko wróciliśmy do domu, która godzina? Rany boskie, trzecia?". Dopiero była przecież północ. A oni: " Jaka trzecia? No przecież jest pierwsza." Ja im pokazuję swój zegarek 3:12. Mam do dziś zdjęcie tego zegarka z godziną wypadku.
Patryka Peretti, wypadek
15 lipca 2023 w Krakowie, niedaleko mostu Dębnickiego, 24-letni Patryk Peretti prowadził sportowy samochód marki Renault Megane, będąc pod wpływem alkoholu. Stracił panowanie nad pojazdem, który wpadł w poślizg. Samochód uderzył w słupy, sygnalizatory i schody obok mostu, ostatecznie dachując i zatrzymując się na betonowym murze. Auto uległo całkowitemu zniszczeniu, a wszystkie cztery osoby obecne w samochodzie zginęły na miejscu. Przyczyną zgonu były głównie obrażenia kręgosłupa i głowy.
Wyniki badań krwi i moczu wykazały, że Patryk miał 2,3 promila alkoholu we krwi i 2,6 promila w moczu. Michał G., jeden z pasażerów, miał 1,3 promila we krwi, a inny pasażer, Aleksander T., miał 1,4 promila.