Dorota Kipiel przyznała, że w pewnym momencie ich drogi z Marzeną Kipiel‑Sztuką się rozeszły, choć kontakt nigdy nie został całkowicie zerwany. Po jej śmierci, miała spotkać się z nieprzyjemnym zachowaniem menedżera siostry. "Największy hejt spotkał mnie ze strony osoby podającej się za menedżera mojej siostry, pana Edwina Bażańskiego. To on prowadził pogrzeb i wraz z panią Renatą Pałys odwiedzał moją siostrę w hospicjum" — wyznała.
WIDEOPogrzeb Tomasza Jakubiaka:
Dorota Kipiel wspomina trudne kulisy przygotowań do pogrzebu siostry
Dorota Kipiel wspomina, że to hospicjum poinformowało ją jako pierwszą o śmierci siostry, a ona sama przekazała tę informację oficjalnie mediom.
Kiedy siostra zmarła, to ja jako pierwsza zostałam poinformowana przez hospicjum i to ja podałam tę informację oficjalnie. Mimo to wiele mediów pomijało mnie, wskazując jako pierwszą osobę panią Renatę Pałys. Nie mam o to żalu.
Największy konflikt dotyczył jednak… klepsydry.
Kiedy wybrałam zakład pogrzebowy i wraz z panią prezes hospicjum załatwiałyśmy formalności, przez telefon musiałam kilka dni po śmierci siostry wykłócać się o to, aby na klepsydrze pojawiło się słowo "rodzina". Pan Bażański nie zgadzał się na to: jego zdaniem mieli widnieć jedynie "przyjaciele". Dziś, z perspektywy czasu, uważam to za zachowanie pozbawione empatii, wręcz przepełnione brakiem szacunku.
ZOBACZ TAKŻE: Nie żyje Andrzej Sasin. Pożegnała go ministra kultury
Siostra Marzeny Kipiel-Sztuki wspomina przykre momenty ceremonii
Najtrudniejsze dla Doroty Kipiel były wydarzenia podczas samej ceremonii. Jak relacjonuje, gdy podeszła przywitać się z Edwinem Bażańskim, ten miał to nieprzyjemnie skomentować.
Kiedy podeszłam się przywitać, podałam rękę i powiedziałam "Miło mi", usłyszałam głośne "Ale mi nie", wypowiedziane tak, aby usłyszało to jak najwięcej osób. Przez całą ceremonię okazywał wobec mnie pogardę.
Kolejnym ciosem było pominięcie rodziny w przemowie:
Na początku przemowy powitał wszystkich: od prezydenta, przez gości, po fanów, zapomniał jednak o rodzinie. Nie musiał mówić "siostra", ale była obecna najbliższa rodzina: chrzestny, kuzynostwo. Poczułam się potraktowana jak ktoś zupełnie nieważny.
"Po pogrzebie wiele osób kontaktowało się ze mną, wyrażając oburzenie jego zachowaniem. Już wtedy wiedziałam, że to, co się wydarzyło, było przekroczeniem granic. To był pogrzeb mojej siostry, nie chciałam robić z tego sceny. Nie chciałam być w centrum uwagi. Niestety jedna osoba zamieniła tę uroczystość w coś, co do dziś trudno mi zaakceptować" — skwitowała.