Janowski ani przez chwilę nie ukrywał, że drogi jego i Telewizji Polskiej rozeszły się na zawsze. W tym trudnym czasie mógł liczyć na wsparcie trzeciej żony, Moniki Janowskiej, która jak lwica broniła honoru męża. Do dziś publikuje na Facebooku posty, w których bezkompromisowo pisze to, co sądzi na temat sytuacji w dawnej firmie męża.
Małżonkowie rzadko opowiadają o swoim życiu prywatnym, jednak tym razem zrobili wyjątek. Po wyznaniu o porwaniu jego ukochanej przyszedł czas na przytoczenie kilku historii z początków ich związku.
Monika i Robert Janowscy o ślubie
Robert długo szukał szczęścia u boku kobiety. W momencie, gdy poznał swoją obecną partnerkę, oboje byli po dwóch rozwodach. Dzisiaj doceniają to, że spotkali się tak późno, ponieważ są dużo mądrzejsi i mają bagaż doświadczeń, dzięki czemu mogli stworzyć udane małżeństwo.
W piątek zakochani spotkali się z Izabelą Janachowską, której opowiedzieli o tym, jak wyglądają ich relacje. Na wstępie zdradzili, że poznali się przez internet. Monika od razu zrobiła na swoim mężu dobre wrażenie.
Zakochani długo nie zwlekali z decyzją o ślubie. Po półtora roku znajomości sformalizowali związek. To on wziął na swoje barki organizację wydarzenia. W tym szczególnym dniu towarzyszyli im fotoreporterzy, którzy musieli nieźle się nagimnastykować, by zrobić zdjęcia.
Monika nie ukrywa, że to był najpiękniejszy dzień w jej życiu. Jak sama zauważyła, jej wypowiedź na pewno nie spodoba się feministkom, nie mniej jednak uważa, że ślub jest bardzo ważny dla kobiet.
Chwilę później wyjaśniła, dlaczego tak uważa:
Małżonkom bardzo zależało na pięknej ceremonii. Janowska zabrała więc partnera na przymiarki sukien ślubnych.
A czy wy zgadzacie się z tym, że ślub jest ważny dla płci pięknej?
Monika i Robert Janowscy o zaręczynach
Janowscy zdecydowali się opowiedzieć również o tym, jak wyglądały ich zaręczyny. Okazuje się, że Robert dwukrotnie zaliczył porażkę. Po pierwszej próbie trafił do szpitala.
- Za pierwszym razem był taki stres, że koleżka mi zasłabł i ciągnęłam go do szpitala - powiedziała 47-latka.
- Tak, miałem arytmię. No miewam arytmię, wiesz, silne były emocje...
Kolejne podejście również nie zakończyło się happy endem. Podczas wspólnej kolacji zatruli się spożywanym jedzeniem.
Również w tym przypadku u Roberta sprawdziło się powiedzenie do trzech razy sztuka. Kolejną i zarazem ostatnią próbę podjął w noc Sylwestrową i tym razem nic nie przeszkodziło mu w tym, by poprosić ukochaną o rękę. Jak przyznali, ta data ma dla nich podwójne znaczenie.
Poniżej możecie obejrzeć całą rozmowę:
Spodziewaliście się takiej szczerości ze strony Janowskich?