Wzruszające przemówienie rodziny na pogrzebie Zbigniewa Wodeckiego
30 maja odbył się pogrzeb Zbigniewa Wodeckiego. Ukochany przez pokolenia Polaków muzyk, kompozytor i wyjątkowy talent, spoczął na krakowskim cmentarzu odprowadzany przez rodzinę i wielu artystów, z którymi się przyjaźnił. Szacuje się, że w uroczystości pożegnalnej udział wzięło 1000 osób.
Muzyk zostawił pogrążonych w smutku żonę Krystynę, córki Katarzynę oraz Joannę, a także syna Pawła oraz pięcioro wnucząt. Cała rodzina napisała razem przemowę, którą odczytano podczas pożegnania mistrza:
Pierwsze słowo dziękuję kierujemy do Boga za 67 lat życia najdroższej osoby, która była niezmiernie obdarowana talentami i potrafiła nad nimi zapanować i przemienić w wielkie dobro przez lata wytężonej pracy artystycznej. Działo się to wszystko przy ciągłym udziale rodziny. Nade wszystko przy wielkiej naturalnej zdolności, otwartości na wielu ludzi, w tak ukochanym Krakowie, w Polsce, jak i poza jej granicami. Życie naszego świętej pamięci Zbigniewa nie było usłane płatkami róż, ale jest za co opatrzność dziękować. Rodzina była ciągle jego fascynacją. Częste spacery z dziećmi i wykami ulicą Grodzką, wspólna czekolada, codzienne scalanie rodziny, setki telefonów z tras koncertowych, to wszystko pozostaje nie tylko w ułomnej pamięci, ale na zawsze w sercu. Kraków był miejscem jego dumy, chodził po nim z podniesioną jak lew głową. Umiał rozpoznawać geniusz tego miejsca, zawsze nabierał tutaj sił. Pewnie dziś za to swoje gniazdo życiowe dziękuje z drugiej strony i opowiada historię i teraźniejszość swego miasta.Tutaj w kościele Mariackim bywał i czuł się zapewne trochę jak u mamy. Nie tylko za sprawą tego, że to matka wszystkich kościół krakowskich, ale z powodu ukochania tego kościoła przez jego mamę, która modliła się często przy ołtarzu Judy Tadeusza również za niego. Dziś ciekawi jesteśmy spotkania zmarłego z jego matką, tam gdzie nie ma już płaczu, ale panują kompozycje harmonii i radości. Podglądamy te scenę oczami wiary.