Jędrzejczak bardzo długo milczała na temat śmierci Szymona. O emocjach, które towarzyszyły jej po tym tragicznym wypadku, zaczęła opowiadać dopiero w tym roku, kiedy wydała autobiografię. Pływaczka raz na zawsze rozlicza się w niej z przeszłością, zdradzając, jak przeżyła ten trudny czas w swoim życiu.
Przy tej okazji Jędrzejczak udziela wywiadów, w których wypowiada się na temat młodszego brata. W rozmowie dla Wysokich obcasów opowiedziała o bardzo silnej więzi, która łączyła ją z Szymonem. Przyznała, że z wzajemnie się wspierali. Kiedy Otylia wyprowadziła się z domu, ale wracała do niego na święta, czy weekendy, próbowali nadrobić stracone chwile.
Nie było komórek czy mediów społecznościowych, żeby utrzymywać kontakt non stop. Więc kiedy już się spotykaliśmy, to był nasz czas. Każdą wspólną chwilę celebrowaliśmy. Matkowałam mu, patrzyłam, czy dobrze wygląda, czy dobrze się uczy. Chciałam, żeby się uczył lepiej ode mnie, żeby niczego nie zaniedbywał. Gdy patrzę na znajomych, którzy mają rodzeństwo i się spotykają, rozmawiają, to właśnie tego bardzo mi brakuje. Gdy natomiast widzę rodzeństwa, które się nie dogadują, to ich nie rozumiem. Tłumaczę im, że życie jest tak ulotne. Dlaczego nie próbują znaleźć porozumienia? Przecież kiedyś tego kogoś zabraknie i zostaną sami.
Okazuje się, że Jędrzejczak nie płacze za bratem. Zdarzy się jednak, że uroni łezkę:
Już się wypłakałam. Czasami uronię łezkę, gdy zobaczę gdzieś fajną relację pomiędzy rodzeństwem. To wieczorem, kiedy jestem sama. A na cmentarz przychodzę i rozmawiam.
Kiedy Szymon zmarł, Otylia mogła liczyć na wsparcie rodziców. Czy wybaczyli jej ten tragiczny w skutkach wypadek?
Nigdy ich nie zapytałam, czy mi wybaczyli, ale myślę, że tak. Są niezwykle silni, a ja tę siłę mam po nich. Trochę im funduję powrót do tamtych chwil, ale tak jak mówiłam, potrzebuję zamknąć ten rozdział, powiedzieć, co mam do opowiedzenia, i nigdy więcej do tego nie wracać.