Okazuje się, że Thomas Markle skłamał Harry'emu na dziewięć dni przed królewskim ślubem, twierdząc, że nie kontaktował się z żadnym z paparazzi. Mniej niż 48 godzin po rozmowie księcia z teściem, gazeta opublikowała zdjęcie z ustawki z Thomasem w roli głównej.
Jeden z fotografów Arthur Edwards w programie On Air with Duncan Larcombe wyjawił, że oczywiste jest to, że ojciec Meghan księcia Harry'ego współpracuje z fotografami:
Książę Harry zadzwonił do teścia, po tym jak urzędnicy pałacu dowiedzieli się, że Markle dostał pieniądze za pozowanie do serii zdjęć. Następnego dnia po rzekomym telefonie Harry'ego rzecznik prasowy wydał oświadczenie. Proszono w nim, by fotografowie uszanowali prywatność pana Markle'a i przestali go nękać:
Niecałe 24 godziny później jedna z gazet pokazała, że Markle zmawia się z paparazzi, Jeffem Raynerem. Prawdopodobnie ujęcia Thomasa sprzedano za ponad 200 tysięcy funtów. Nie wiadomo jednak ile zarobił na tym sam zainteresownay. Podobno inicjatorką całego zamieszania była przyrodnia siostra księżnej Sussexu Samantha, która twierdziła, że w ten sposób uda się im w pozytywny sposób przedstawić ojca.
W następnych dniach pan Markle przeprosił za zmowę z paparazzi. W rozmowie z amerykańskim serwisem TMZ przyznał, że wyglądali oni na głupich, niezdarnych i żałował, że dla nich pozował.
Thomas Markle nie uczestniczył w weselu książęcej pary, od tego czasu twierdził, że nie ma kontaktu z obecną księżną Sussexu. Od czasu ślubu Markle przeprowadził serię wybuchowych wywiadów i twierdzi, że został odcięty od życia swojej córki. Skarżył się, że nie ma nawet numeru telefonu do Meghan. Rzecznik Kensington Palace tej sprawy jednak nie komentuje.