Bawarczycy mocno sceptycznie podeszli do przejścia Lewandowskiego do konkurencji. Gdy ten odwiedził Monachium, by pożegnać się z przyjaciółmi, jego auto otoczyli pseudokibice, którzy zachowywali się w hałaśliwy sposób i uniemożliwiali mu normalny przejazd. Do tragedii nie doszło, gdyż szybko interweniowała ochrona, opanowując wściekły tłum.
Robert Lewandowski przeżył koszmar. Co się stało?!
Sytuacja z Monachium była jednak niczym w porównaniu z tym, czego Polak doświadczył pod barcelońskim ośrodkiem treningowym Sant Joan Despi. Jak ustalił Sport, pod obiektem czekała na niego spora grupa fanów. Postanowił więc uszczęśliwić ich i z nimi porozmawiać. Jego dobroć wykorzystali dwaj złodzieje, którzy zabrali mu telefon komórkowy i zegarek za 70 tys. euro.
Nasz rodak nie zamierzał się z nimi patyczkować. Odpalił auto i ruszył w pościg za przestępcami. Wystraszeni złodzieje zostawili zegarek nieopodal miejsca kradzieży, a chwilę później zostali zatrzymani przez patrol funkcjonariuszy policji.
Czekamy na oficjalny komentarz ze strony Roberta Lewandowskiego, ponieważ po sieci zaczęły krążyć jeszcze inne wersje incydentu - a tylko piłkarz wie, jak było naprawdę. Mamy nadzieję, że nasz mistrz następnym razem będzie bardziej na siebie uważał.