Kamil Durczok w ostatnim wywiadzie rozliczył się z TVN. Opowiedział szczerze o pracy i relacjach z załogą

Kamil Durczok

Kamil Durczok

Kamil Durczok nie żyje. Informacja o jego śmierci o poranku obiegła media. W ostatnim wywiadzie, jakiego udzielił, rozliczył się z zarzutami o mobbing i pracą redaktora naczelnego Faktów.

Kamil Durczok nie żyje. Taką informację przekazał dzisiejszego ranka portal Press. pl. Wiadomość tę potwierdziła również jego rodzina. Po kilku godzinach szpital w Katowicach, który starał się ratować dziennikarza, opublikował oficjalny komunikat w tej sprawie. Do placówki trafił on już wczoraj w południe.

Pacjent został przyjęty wczoraj o godzinie 13.45 na Izbę Przyjęć, przekazany na oddział Chorób Wewnętrznych, Autoimmunologicznych i Metabolicznych, a następnie przekazany na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii – informuje biuro prasowe placówki.

Zmarł nad ranem, a pomimo usilnych prób lekarzy nie udało się go uratować. Placówka przekazała także kondolencje dla jego rodziny.

Stan pacjenta określano jako bardzo ciężki. Pacjent zmarł o godzinie 4.23 (16.11 br.) w wyniku zaostrzenia przewlekłej choroby i zatrzymania krążenia. Łączymy się myślami z rodziną w tym trudnym czasie oraz składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Durczok w ostatnim czasie nie pracował już na wizji, ale działał na zupełnie innej płaszczyźnie. Kilka tygodni temu ruszyła jego autorka aplikacja pod nazwą Durczokracja. Wiadomo, że  pracował nad jej rozwojem i miał dużo planów na przyszłość, których już niestety nie zrealizuje.

Kamil Durczok w ostatnim wywiadzie rozliczył się z oskarżeniami współpracowników

Śmierć dziennikarza była dla jego fanów ogromnym szokiem. Nic bowiem nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Wielu internautów cały czas nie może uwierzyć w to, co się stało. Ze wszystkich stron napływają kondolencje. Kamila pożegnała już w piękny sposób jego była żona, która opublikował zdjęcia pochodzące z początków ich znajomości.

Na kilkanaście dni przed śmiercią Kamil udzielił ostatniego wywiadu. W rozmowie z portalem Plejada odniósł się między innymi do zarzutów o mobbing, które padły z ust jego współpracowników ze stacji TVN.

W TVN wobec leni i niekompetentnych osób byłem tyranem. Wcale się tego nie wstydzę. Przekonałem się na własnej skórze, że duża grupa ludzi autentycznie mnie nienawidziła, ale byli to na tyle tchórzliwi ludzie, że nie umieli przyznać się do tego, gdy byłem na szczycie. Gdy z niego spadłem, wskoczyli na mnie bez miłosierdzia.

Dziennikarz przypomniał, jak wyglądała jego praca i, że zdarzało się także, że to pracownicy z hukiem trzaskali drzwiami. Twierdził, że on w każdej sytuacji starał się przepraszać, gdy poniosły go emocje.

Ci pracownicy, którzy zapieprzali, mówili mi znacznie gorsze rzeczy. Bywało, że reporterzy, wychodząc z mojego pokoju, w którym redagowaliśmy teksty do wieczornego wydania, tak trzaskali drzwiami, że byłem przekonany, że wylecą ze ściany razem z futryną. O towarzyszących temu przekleństwach chyba nie muszę wspominać. Tylko współpraca z profesjonalistami polega na tym, że możemy sobie powiedzieć wszystko, a jeśli ktoś przesadzi, to ma tego świadomość i przeprasza. Ja też wielokrotnie przepraszałem za swoje zachowanie. Natomiast ci, którzy nie mieli wtedy takiej odwagi, nabrali jej w momencie, gdy odszedłem z TVN-u.

Przyznał również, że Fakty były całym jego życiem i bardzo poświęcał się pracy. Po czasie jednak zrozumiał, że nie wszyscy traktowali tak swoje zajęcie i mogli mieć zupełnie inne podejście.

Zrozumiałem wtedy, że nie każdy musiał uważać, że „Fakty” są całym jego życiem. Moim były i zapłaciłem za to wysoką cenę. Wydawało mi się, że skoro jestem tak zapalony do tej roboty, to wszyscy powinni mieć takie samo podejście. Nie widziałem w tym nic dziwnego, tym bardziej że moi najbliżsi współpracownicy, też poświęcali się pracy w całości. Mogliśmy dzwonić do siebie o pierwszej w nocy, by coś przegadać i nikt się za to nie obrażał. Gdy wybuchła ta afera, doszedłem do wniosku, że nie wszystkim musiało się to podobać. Ale nie czułem, że powinienem za to przepraszać.(…) Jedyne, o co mam do siebie pretensje, to o to, że uważałem, że każdy z mojej pięćdziesięcioosobowej redakcji powinien mieć takie podejście do tego zawodu, jak ja. To nie było w porządku.

Kamil przyznał także, że żałuje tego, że oskarżeń o mobbing nie starał się wyjaśnić na samym początku, gdy cała afera została rozdmuchana przez media. Przyznał także, że przypłacił to zdrowiem i niemal natychmiast wylądował w klinice.

To był jeden z największych błędów, jakie popełniłem. Natomiast, gdy po drugim obrzydliwym artykule we „Wproście”, zdecydowałem się wrócić do Katowic, nie dojechałem już do domu. Od razu trafiłem do kliniki. Byłem na lekach, zabrano mi telefon oraz laptop i na dwa tygodnie schowano do sejfu. Gdy wyszedłem ze szpitala, czułem się tak, jakbym zderzył się z Pendolino. Po czymś takim nie ma siły, żeby siniaki nie pojawiły się na ciele. Myślałem, że już nie pokażę się ludziom. Wiem, że powinienem był od razu podnieść gardę i walczyć, żeby nie został mi tak łatwo przypięty emblemat: „to facet, który molestuje kobiety”, a pierwsze, co zrobiłem, to napisałem list do zarządu TVN-u, w którym oddałem się do dyspozycji, co było jednoznaczne z moją rezygnacją.

Widać, że dziennikarz bardzo przeżywał oskarżenia pod swoim adresem i nawet pomimo upływu czasu pewne kwestie nie dawały mu spokoju. Przypomnijmy, że od 2006 do 2015 roku pełnił rolę prezentera i redaktora naczelnego Faktów. Kamil Durczok zmarł, mając zaledwie 53 lata.


kamil Durczok

Fotografia: AKPA

Kamil Durczok

Kamil Durczok

Anita Werner, Kamil Durczok

Anita Werner, Kamil Durczok

Komentarze

Najczęściej czytane dziś

Zobacz również

Może Cię zainteresować

×