Martyna Wojciechowska o swoich najgorszych świętach Bożego Narodzenia. Gdzie je spędziła?
Boże Narodzenie to czas, który spędzamy w gronie najbliższych. Zazwyczaj kojarzy nam się ze szczęściem i bezpieczeństwem. Jednak nie w każdym wypadku tak jest. Martyna Wojciechowska, w wywiadzie z Faktem, opowiedziała o takich świętach, na które dzisiaj już by się nie zdecydowała.
W 2008 roku Martyna Wojciechowska wybrała się na Antarktydę. Podczas tej wyprawy miała zdobyć szczyt Mont Vinson. To okazało się być jej największym wyzwaniem w podróżniczej karierze. To były bardzo trudne święta, nie tylko ze względu na warunki pogodowe i zagrożenie życia, ale również ze względu na to, że nie było przy niej rodziny.
Z perspektywy prawie 7 lat drugi raz nie podjęłabym decyzji o wyjeździe. Z drugiej strony wiem, że wtedy było mi to potrzebne, przede wszystkim żeby uratować siebie jako matkę i dać sobie czas na pogodzenie ze zmianami, które nastąpiły w moim życiu.No i pierwszy raz wtedy za kimś zatęskniłam, wcześniej nie znałam tego uczucia. Mam na myśli moją córkę.
A jak wyglądają aktualne święta podróżniczki?
Spokojnie, jak zwykle w rodzinnym gronie, z wielką choinkę, którą ubrałyśmy z Marysią już jakiś czas temu. Drugiego dnia świąt zawsze wyjeżdżamy do chatki w górach moich przyjaciół i tam zostajemy do Nowego Roku.
Przytoczyła również swoje pierwsze bożonarodzeniowe wspomnienie:
Miałam 4, może 5 lat, ubierałam właśnie choinkę. I nagle krzyczę głośne krzyki moich rodziców" Ojej! Mikołaj! Wbiegam więc co sil w nogach do kuchni, a tam otwarte okno i wiejąca na wietrze firanka. Niestety Mikołaj uciekł zanim go zobaczyłam...
A jakie są wasze wspomnienia? :)