Martyna nie jest jednak tak idealna, jak mogłoby się wydawać. Jak każdy człowiek i ona ma swoje słabości, o których opowiedziała reporterce Jastrząb Post. Przyznała, że zmaga się z pewnym uzależnieniem, które jest dość powszechne we współczesnym świecie, a o którym zbyt mało się mówi publicznie.
To jest bardzo ciekawy temat, który jest zupełnie bagatelizowany. Mówimy o uzależnieniach od różnych substancji i środków, a tak naprawdę uzależnienie od telefonu i nowych mediów jest dokładnie tym samym. Działa na bazie tego samego mechanizmu, czyli wyrzutu dopaminy, tj. uczuciu pewnej satysfakcji. Tylko, że nie myślimy o tym w ten sposób. Fonoholizm jest bardzo powszechnym dzisiaj uzależnieniem. My dorośli jeszcze pamiętamy czasy analogowe i mamy do czego wrócić w tych wspomnieniach, o tyle dzieciaki nie mają tych wspomnień. Wychowują się z telefonem.
Co skłoniło Martynę do takiej szczerości?
Skłoniła mnie do tego cała kampania piękno bez filtra i takie przyjrzenie się temu, co się dzieje z młodym pokoleniem. Jak bardzo te social media wpływają na ich samoocenę, a właściwie jej obniżenie. Jak często to porównywanie się nie tylko z rówieśnikami ze szkoły, z klasy, ale w ogóle z drugiego krańca świata, to scrollowanie tego feedu na Instagramie, Facebooku jak bardzo obniża nastrój. To jest palący problem do rozwiązania. Bo nie chodzi o to, że sam telefon jest zły, czy social media są złe, tylko to, w jaki sposób ich używamy. Poczułam się w obowiązku, aby przyznać się, że sama jak się nad tym głębiej zastanowiłam, to zdałam sobie sprawę, że za dużo jest tego w moim życiu. Czas to kontrolować. Ale przede wszystkim chciałabym skłonić wszystkich rodziców do tego, abyśmy towarzyszyli dzieciom w tej eksploracji świata cyfrowego bardziej skutecznie.
Czy też uważacie, że o tym problemie powinno się więcej mówić?
Całość rozmowy w materiale wideo.