Franek i jego koleżanka jechali spokojnie autobusem, nie zaczepiali nikogo, nie byli zbyt głośno i nie naprzykrzali się innym pasażerom. Mimo to, grupa nieznanych dzieciom ludzi zaczęła je nagabywać, straszyć - nikt nie zareagował. Wszyscy widzieli co się święci, ale żaden z obecnych w autobusie dorosłych nie zdecydował się przyjść maluchom z pomocą. Choć skończyło się na strachu i traumie, nic poważniejszego nie miało miejsca. Aktorka była jednak wstrząśnięta obojętnością ludzi i po naradzie z ojcem synka, Michałem Englertem, postanowiła wyciągnąć przykry incydent podczas TeleKamer.
Wydarzenie nie było przyjemne, ale Maja nie zamierza teraz reagować histerycznie. Nie zdecydowała się na zatrudnienie ochrony czy kierowcy dla swoich dzieci - Franka i córeczki Janiny. Jej pociecha wciąż korzysta z publicznego transportu, choć nie jest to już dla niego przyjemnością:
Jak wy zachowalibyście się w takiej sytuacji? Byliście kiedyś świadkami podobnego zdarzenia?