26-latka jakiś czas temu poinformowała, że zakończyła swoją karierę modelki. Obecnie skupia się na swoim życiu prywatnym. Właśnie wyznała, że niedawno otrzymała list z kancelarii prawnej. Co się stało?
Sandra Kubicka prężnie rozwija swoje social media. Jej konto na Instagramie śledzi ponad 630 tysięcy osób. To tam dzieli się z obserwatorami częścią swojego życia. Tym razem gwiazda nie mogła się powstrzymać i postanowiła przestrzec przed nieuczciwością pewnej firmy:
Muszę Wam to powiedzieć, dla waszej uwagi, tylko i wyłącznie, abyście nie dały się nabrać - rozpoczęła.
Nim jednak przeszła do sedna poinformowała, że nie zdradzi nazwy tej firmy, ponieważ już w przeszłości jej się za to oberwało:
Nagrałam reklamę telewizyjną, ale jej nie wrzucę, bo już się nauczyłam. Później dostaję list z kancelarii, że nie wolno robić antyreklamy, ani używać nazw firm i nazwisk. Nauczyłam się na błędach - ja i moja wielka, niewyparzona gęba.
Po chwili kontynuowała swoją wypowiedź. Opisała, jakiego produktu dotyczyła reklama i zwróciła uwagę na pewien zabieg marketingowy:
Leciała reklama z suplementami na włosy. Reklama wyglądała tak, że laska czesała swoje włosy i mówiła: "o Jezus widać, że stosujesz... bo nie masz, ani jednego prawie" i słowo PRAWIE, którego większość by nie zauważyła, ale właśnie przez słowo PRAWIE, później mogą mówić, że "przecież nie powiedzieliśmy, że to działa w stu procentach, bo przecież powiedzieliśmy prawie". I laska mówi, że tam na tej szczotce nie ma prawie ani jednego włosa.
Przy okazji poinformowała, że gubienie włosów jest zjawiskiem naturalnym:
Wiecie, że normalny zdrowy człowiek, traci codziennie pomiędzy 50 do 100 włosów? I to jest okej. To jest nasz organizm, który się złuszcza. Więc nie dawajcie się nabrać.
Jesteście wdzięczni za ostrzeżenie?