Księżna Diana 1 lipca skończyłaby 65 lat. Spencer zginęła wskutek wypadku, do którego doszło 31 sierpnia 1997 roku w Paryżu. Mercedes, którym podróżowała uderzył w filar tunelu z prędkością ponad 100 km/godz. Kierujący pojazdem Henri Paul oraz partner Diany, Dodi al-Fayed, zginęli na miejscu, a przedstawicielka rodziny królewskiej oraz siedzący przed nią ochroniarz miliardera, Trevor Rees-Jones, zostali przewiezieni do szpitala.
Filip Chajzer o ślubie, hejcie i różnicy wieku w związku. Czy Bianka udźwignie cała sytuację?
Tajemnice śmierci księżnej
Większość pasażerów podróżowała bez zapiętych pasów, więc siła uderzenia wyrzuciła ich do przodu, zmniejszając szanse na przeżycie. Środek bezpieczeństwa zastosował tylko Rees-Jones. Ten fakt sprawił, że zanim Spencer "wystrzeliła" z tylnego siedzenia, zdążyły zadziałać poduszki powietrzne. Wspomniany mężczyzna przeżył wypadek.
Księżna Diana zmarła wskutek odniesionych podczas wypadku obrażeń. Przeżyła zdarzenie i początkowo nawet zachowała świadomość. Śmierć Spencer owiana jest tajemnicą i stała się źródłem teorii spiskowych. By rozwiać wątpliwości, w 2004 roku otwarto publiczne dochodzenie, w którym wziął udział dr Richard Shepherd. Brytyjski lekarz medycyny sądowej w książce "Niewyjaśnione okoliczności" opisał swoje wspomnienia z tego wydarzenia. Medyk stwierdził między innymi, że w momencie wypadku nikt nie wiedział, że Diana doznała wewnętrznych obrażeń.
W tamtym czasie nikt nie wiedział, że doszło u niej do lekkiego rozdarcia żyły w jednym płucu - przyznał, a później wyjaśniał:
Pod względem anatomicznym obszar ten jest ukryty głęboko w środkowej części klatki piersiowej. W żyłach, jak wiadomo, krew płynie pod mniejszym ciśnieniem niż w tętnicach, w związku z czym krwawienie z nich jest wolniejsze — w gruncie rzeczy tak powolne, że bardzo trudno jest zdiagnozować problem. A nawet gdy diagnoza zostanie postawiona prawidłowo, niezmiernie trudno jest wdrożyć leczenie.
Czytaj także: Wzruszający gest księcia Williama w Dniu Matki. Pokazał archiwalne zdjęcie z księżną Dianą
Dr Richard Shepherd wyjaśnił również, że księżna wykrwawiała się powoli i stopniowo traciła świadomość. Gdy lekarzom udało się znaleźć źródło krwotoku, było już za późno, by ją uratować.
Diana z wolna się wykrwawiała wewnętrznie, stopniowo tracąc przytomność. Gdy jeszcze w karetce stwierdzono u niej nagłe zatrzymanie krążenia, podjęto próbę reanimacji, po czym w szpitalu bezzwłocznie przewieziono ją na salę operacyjną. Tam chirurdzy zdiagnozowali problem i starali się mu zaradzić. Niestety, było już na to za późno - wspominał.
Medyk podkreślił także, że tego typu urazy wewnętrzne zdarzają się niezwykle rzadko.
Do obrażeń tego typu dochodzi tak rzadko, że chyba w całej swojej karierze nie spotkałem się z drugim takim przypadkiem. Diana ucierpiała tylko nieznacznie, lecz w najgorszym miejscu z możliwych - wyjaśnił.
Czy można było uniknąć śmierci?
Sprawa śmierci Diany Spencer stawia także pytania o trzeźwość podróżujących Mercedesem, prędkość pojazdu, a także brak zapiętych pasów bezpieczeństwa. Zdaniem wspomnianego lekarza medycyny sądowej księżna mogłaby przeżyć, gdyby uderzyła w fotel z mniejszą siłą lub pod innym kątem. Być może wyszłaby z wypadku cało także, gdyby trafiła do szpitala w pierwszej karetce.
Najważniejsze "gdyby tylko" leżało całkowicie w gestii Diany: gdyby tylko miała zapięty pas bezpieczeństwa. W takiej sytuacji zapewne pokazałaby się publicznie już dwa dni po wypadku, z podbitym okiem, ze złamaną ręką na temblaku i może z lekką zadyszką spowodowaną pękniętymi żebrami - wyjaśnił.
Zwolennicy jednej z teorii spiskowych twierdzili, że wypadek Diany był zaplanowany, bo rzekomo miała spodziewać się dziecka, co ściągnęłoby na royalsów wstyd. Dr Shepherd nie był obecny przy autopsji, ale z pełnym przekonaniem stwierdził, że jego kolega po fachu Rob Chapman jest profesjonalistą, a jego zdaniem "sekcja zwłok nie wykazała żadnych oznak ciąży".
Lekarz medycyny sądowej sam zwrócił uwagę na jedną nieścisłość w działaniach służb. Ciało Diany zostało poddane balsamacji, zanim przewieziono ją do Wielkiej Brytanii. Ta decyzja sprawiła, że niemożliwe okazało się wykonanie badań toksykologicznych. Medyk podkreśla jednak, że księżna nie siedziała za kierownicą, więc ich wyniki nie mają znaczenia dla rozwiązania sprawy.
Zdaniem niektórych było to podejrzane, jednakże skoro ani Diana, ani Dodi nie siedzieli za kółkiem, doprawdy trudno sobie wyobrazić, jakie znaczenie miałyby w tym przypadku wyniki takich badań
Jako jedyny wyszedł cało z wypadku
Jedyną osobą, która przeżyła wypadek, jest Trevor Rees-Jones, ochroniarz miliardera. Mężczyzna mógłby rozwiać wszelkie wątpliwości, ale cierpi na amnezję powypadkową.
Jestem jedyną osobą, która może powiedzieć ludziom prawdę, a jej nie pamiętam. Wszystko byłoby takie proste, gdybym tylko pamiętał te nieszczęsne cztery minuty. Mógłbym wtedy wytłumaczyć wszystkim, co się stało i to szaleństwo wreszcie by się skończyło - powiedział w jednym z wywiadów były ochroniarz Dodiego