Punkt, w którym Książulo był dwa lata temu, zmienił się w dużą sieciówkę z kilkoma lokalizacjami w Polsce. Youtuber ruszył w trasę, by sprawdzić, czy poziom wciąż trzyma się kupy, a naklejka "MUALA" – którą wtedy naklejał na prawo i lewo – jest aktualna. Pierwszy przystanek to Jelenia Góra.
Lara Gessler o krytyce dań jej mamy przez Książulo:
Książulo i problemy z mięsem
Już na starcie influencer usłyszał jednak coś, co nie wróżyło dobrze: były problemy z mięsem. Aby go spróbować, musiał wrócić dzień później.
Wczoraj dzwoniliśmy, (...) ale nie było mięsa. (...) Teraz jest tam straszne zamieszanie, jeśli chodzi o mięso – mówił, narzekając na brak wołowiny,
Książulo zamówił kebab góralski i już po kilku kęsach zaczął marszczyć brwi. W środku znalazł składnik, którego nie potrafił zidentyfikować.
Co to jest? Nie wiem, co to jest, ale niedobre. Jakiś taki zbędny zapychacz – pytał z niedowierzaniem, podejrzewając, że to jakaś dziwna odmiana cebuli.
Mimo tych wpadek końcowa ocena nie była tragiczna – kebab uznał za "całkiem niezły". Najbardziej przeszkadzały mu jednak "ochłapy" mięsa, które psuły całość.
Kebab Książulo okazał się za mały
Drugi lokal – Łomnica – okazał się jeszcze większym rozczarowaniem. Już przy odbiorze zamówienia wyszła na jaw pierwsza różnica: kebab ważył o 100 gramów mniej niż ten z Jeleniej Góry.
Konsystencja gluta. Nieprzyjemne – oceniał, trafiając na kolejny niedobry kawałek mięsa.
Youtuber zwrócił też uwagę na coś, co w sieciówkach nie powinno się zdarzać: te same pozycje smakowały inaczej w każdym lokalu.
Strasznie mnie to wkurza i czuję zawód… Jestem w tym samym lokalu, blisko siebie, a dostaję zupełnie co innego. Nie powinno tak być. Wymknęło się to chyba spod kontroli".
Książulo znalazł w kebsie... włosa
Ostatni punkt – Karpacz – miał być finałem trasy. Tym razem Książulo poszedł pieszo, ale na miejscu czekała go kolejna niemiła niespodzianka. Obsługa była wyraźnie niezadowolona z jego obecności i niechętnie przyjmowała zamówienie. Ostatecznie się udało, ale to, co dostał, tylko pogłębiło rozczarowanie.
Najbiedniejsza bułka. Najbardziej pusta – ocenił kebaba góralskiego.
A potem zrobiło się jeszcze gorzej.
Ojoj… mamy włosika – powiedział, pokazując małego włosa znalezionego w środku.
Mięso również nie zachwyciło – znów trafił na skórki i elementy, które określił jako nieprzyjemne.
Na koniec Książulo podsumował całą trasę dość trzeźwo. Uznał, że w tej sieci da się trafić zarówno na naprawdę smaczne kebaby, jak i na takie, które kompletnie nie trzymają poziomu. Różnice między lokalami są na tyle duże, że trudno mówić o jakiejkolwiek spójności. Zapowiedział jednak, że kiedyś jeszcze tam wróci, żeby sprawdzić, czy sytuacja się poprawiła i czy kolejny test wypadnie lepiej.