Krzysztof Skiba wspomina Wojciecha Morawskiego. Tak perkusista funkcjonował przed śmiercią
Wojciech Morawski nie żyje. Legendarny perkusista, który grał w zespołach Perfect i Breakout, zmarł 3 kwietnia 2026 roku po długiej chorobie. Krzysztof Skiba z zespołu Big Cyc, jego wieloletni przyjaciel, opisał, jak wyglądały ostatnie lata życia perkusisty i z jaką chorobą przyszło mu się mierzyć.
Krzysztof Skiba z zespołu Big Cyc był jedną z najbliższych osób Wojciecha Morawskiego w ostatnich latach. W rozmowie z "Faktem" wyznał, że choć wszyscy wiedzieli, jak ciężko choroba, którą Skiba określił jako "demencja", odbija się na perkusiście, wciąż mieli nadzieję, że uda się jeszcze spotkać, porozmawiać, pośmiać.
Niebawem minie rok od śmierci Tomka Jakubiaka. Jak czuje się jego żona? Jak radzi sobie jego synek?
Rytm był najtrwalszym wspomnieniem Wojciecha Morawskiego
Krzysztof Skiba wspominał Morawskiego jako człowieka, który żył rytmem — dosłownie i symbolicznie. Nawet gdy demencja odbierała mu pamięć i kontakt z rzeczywistością, ciało pamiętało to, czego nauczyły go dekady grania:
On, jak każdy perkusista, ma tę chęć ciągłego wystukiwania rytmu. To jest w ogóle piękne, bo to jest jakby świadectwo, że on jest zżyty ze swoim zawodem, ze swoją pasją. I nawet jak nie miał dostępu do instrumentu, to sobie tak na krześle grał albo na stole, na czymkolwiek. Rytm można wystukiwać nawet na garnkach, na koszach na śmieci, więc on to tak robił z pasją.
Muzyka działała na Wojciecha Morawskiego jak terapia
Morawski nie był pozostawiony sam sobie. Przez lata przebywał w Domu Pomocy Społecznej w Sulejówku, gdzie wspierała go Polska Fundacja Muzyczna, a w 2026 roku — ze względu na pogarszający się stan zdrowia — został przeniesiony do Domu Artysty Weterana w Skolimowie. To właśnie stamtąd grupa bliskich mu osób regularnie organizowała wyjazdy na koncerty kolegów. Te chwile działały na niego jak najlepszy lek — Skiba podkreśla, że wtedy w perkusiście budził się dawny Wojciech, pełen energii, skupienia i emocji.
On bardzo ożywał, gdy się go zabrało z tego domu opieki na przykład na jakiś koncert. Jednak to w nim tkwiło, ta muzyka, ta miłość do muzyki. On się bardzo ożywiał, o wiele lepiej to na niego działało pewnie niż niejedna terapia. To był rodzaj terapii, że widział zespół, jak gra — dowiedzieliśmy się.
Muzyk zwrócił też uwagę na ogromną solidarność środowiska. Wspierał go m.in. Zbigniew Hołdys, który nie odwrócił się od dawnego kolegi z Perfectu:
Był świetnym perkusistą, wielki żal, że go nie ma. Ja właśnie widziałem, że on ma takie skoki, jakby te zdrowotne, że raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale od kilku lat fundacja się nim zajmowała... Jeszcze wszyscy mieliśmy nadzieję, że jeszcze trochę z nami będzie.
ZOBACZ TAKŻE: Aleksandra Zawieruszanka nie żyje. Miała 88 lat