We wtorek, 7 lipca Krzysztof Skiba obchodzi 62. urodziny. Z tej okazji warto przypomnieć jego mniej znane, opozycyjne oblicze, o którym sam autor wielokrotnie opowiadał. W tekście opublikowanym na łamach tygodnika "Wprost" artysta podzielił się swoimi wspomnieniami z lat 80., ukazując realia walki z systemem komunistycznym i ówczesnym aparatem represji.
Monika Miller o ślubie, zdrowiu i hejcie na ukochanego. "Ani on, ani ja nie jesteśmy zadowoleni z tego wszystkiego"
Krzysztof Skiba był prześladowany przez służby w PRL-u
Muzyk nie ukrywa, że w latach 80. często brał udział w akcjach przeciwko władzy. Niemalże od początku swojej kariery był więc nie tylko artystą, ale też aktywnym działaczem na rzecz wolności. Skiba wielokrotnie wspominał, że za swoje czyny i przeróżne akcje miał "na pieńku" ze Służbą Bezpieczeństwa. Tak było m.in. podczas jednego z festiwali muzycznych w Jarocinie.
Gdy przed koncertem Dżemu rozrzuciłem beztrosko ostatnią partię ulotek, dostrzegł mnie ubek zrobiony na hipisa o nazwisku Wesołek – wspomina artysta w jednym ze swoich tekstów dla "Wprost".
Został wtedy doprowadzony do sztabu dowodzenia SB zlokalizowanego w punkcie medycznym hotelu Jarota przy stadionie, gdzie postanowił utrudnić pracę przesłuchującym go funkcjonariuszom.
Przez trzy dni świeciłem gołą klatą i twierdziłem, że nazywam się Jimi Hendrix – opisał Skiba.
Ten celowy i absurdalny zabieg dał jego bliskim i znajomym czas na ukrycie opozycyjnej prasy zlokalizowanej w jego rodzinnym domu.
Zobacz też: Krzysztof Skiba zjechał Sławomira Mentzena z góry na dół. "Jesteś ode mnie młodszy i GŁUPSZY"
Krzysztof Skiba w latach 80. trafił do aresztu
To właśnie ta bezkompromisowa postawa doprowadziła do jego aresztowania podczas festiwalu w 1985 r. Powodem zatrzymania przez SB było kolportowanie nielegalnych materiałów wymierzonych w komunistyczne władze.
W 1985 r. przywiozłem z sobą kilka tysięcy antywojskowych ulotek. Wraz z grupą przyjaciół rozrzucałem je metodą prymitywną, czyli systemem ręka - powietrze – relacjonował Skiba.
Działania te wywołały popłoch wśród zakamuflowanych funkcjonariuszy ubecji, co doprowadzało do komicznych pomyłek w tłumie.
Doszło do absurdu w stylu Monty Pythona - trafiały się bowiem zatrzymania ludzi z białą chusteczką do nosa lub papierem śniadaniowym i kanapką – czytamy we "Wprost".
Następnie, po kilkudniowym pobycie w areszcie Skiba został przeniesiony do zakładu karnego. Łącznie spędził w nim około trzech miesięcy, aby potem zostać zwolnionym na mocy tak zwanej małej amnestii Jana Dobraczyńskiego, czyli dotyczącej więźniów politycznych, którzy zostali zatrzymani po raz pierwszy.