Jarosław Kulczycki nie radzi sobie po śmierci syna. "Do końca życia będę w żałobie"
To naprawdę ciężki czas w życiu Jarosława Kulczyckiego. Dziennikarz pięć miesięcy temu stracił syna. Filip zmarł nagle. Dziewiętnastolatek zasłabł i mimo natychmiastowej reanimacji, nie udało się go uratować.
Jarosław Kulczycki załamał się. Były prezenter Panoramy od samego początku nie mógł poradzić sobie ze stratą ukochanej osoby. Na łamach Super Expressu opublikował wówczas wzruszający list zaadresowany do syna
Filip! Gdzie jesteś?! Nigdy nas tak nie martwiłeś. Zawsze telefon albo chociaż esemes! A teraz nic. Cisza... Nawet gdy byłeś miesiąc temu w Turcji i Albanii, gdy podróżowałeś autostopem przez dalekie kraje, co dwa, trzy dni dawałeś znak życia. A teraz cisza... Mówią, że Cię nie ma. Albo że jesteś, ale gdzie indziej. Gdzie? Dlaczego nie tu z nami?! Gdzie jesteś Synku? Gdzie teraz wędrujesz? Czy wiesz już wszystko? Tulimy Cię ostatni raz do snu. Przykrywamy kołderką gorącej miłości, dumy, żeś taki wspaniały, wymarzony Syn - pisał
Co prawda, od tamtej pory minęło już trochę czasu, ale dziennikarz wciąż nie może uporać się z tak wielką stratą
To rodzaj żałoby, z którą żyje się do końca życia. W przypadku śmierci rodzica pozostają wspomnienia, zdjęcia. To co innego. Przy dziecku to jednak sytuacja bez zgody. Bo o ile śmierć rodzica możemy zaakceptować, o tyle śmierć dziecka już nie - wyznał na łamach Faktu
Kulczycki przyznaje, że musiał brać udział w spotkaniach terapeutycznych. Jednak okazało się, że nie zawsze są one w stanie pomóc
Uczestniczący w nich ludzie po 10 latach żałoby zachowują się, jakby ich tragedia przydarzyła się wczoraj. A chyba nie o to chodzi w terapii. Muszę zachować optymizm. I właśnie w ten sposób żyć dalej - kończy