Ewa Drzyzga na co dzień mieszka w Krakowie i dojeżdża do pracy w Warszawie. To właśnie w trakcie takiej podróży trafiła na kolejowe utrudnienia w czasie ekstremalnych upałów, gdy część składów miała duże opóźnienia, a inne w ogóle nie pojawiały się zgodnie z rozkładem. Relację prezenterki opisał "Fakt".
Paulina Sykut-Jeżyna o fali upałów
Ewa Drzyzga o sytuacji na dworcach
Na peronach panował chaos, a pasażerowie w wysokiej temperaturze szukali jakichkolwiek komunikatów o tym, co dzieje się z ich połączeniami. Drzyzga wskazywała, że w takich warunkach samo oczekiwanie na informację staje się dużym obciążeniem. Widziała zdezorientowanych podróżnych, którzy próbowali ustalić, czy i kiedy odjedzie ich pociąg.
Doświadczyłam tego niedawno, dojeżdżając do pracy. Tej tragedii ludzi, którzy stoją, próbując doczekać się na swój pociąg. Jechałam z Krakowa do Warszawy i ileś pociągów nie odjeżdżało, ileś pociągów w ogóle nie przyjechało. No i ci ludzie miotający się, a ja wśród nich też, szukających informacji, co mają ze sobą zrobić przy tych 36 stopniach, stojąc na peronie - przekazała "Faktowi".
Sytuacja stała się dla niej szczególnie trudna, gdy na tablicy odjazdów przestało być widać pociąg, na który czekała:
Stałam na peronie razem z innymi, wypatrywałam, co się zmienia na tablicy. Wpadłam w lekką panikę, jak się okazało, że nasz pociąg zniknął. Potem dopytywałam u pań w biurze, czy ten pociąg się wreszcie pojawi.
Ewa Drzyzga świadkiem "dramatycznej awantury"
Dziennikarka opisała również sytuację, którą obserwowała na miejscu, gdy emocje przeniosły się na rozmowy z pracownikami kolei i ochroną.
Byłam świadkiem jakiejś dramatycznej awantury Włoszki z ochroniarzem, która sugerowała, że pan nie chce jej wpuścić do urzędniczki, żeby mogła zmienić bilet, tylko dlatego, że jest obcokrajowcem. Co nie było prawdą oczywiście, tylko po prostu była kolejka. No wszystkim wtedy puszczały nerwy - czytamy.