Eurowizja 2017: Zagraniczny dziennikarz o Kasi Moś: "Matko Boska, jakie cycki! To milowy krok po Szpaku"
Już dziś, 13 maja o 21 naszego czasu rozpocznie się finałowy koncert Eurowizji 2017. Polskę reprezentuje w tym roku Kasia Moś, która najwyraźniej zachwyciła ukraińskich gospodarzy, bo komentarze pod jej adresem - choć pochlebne - są naprawdę dobitne i niewybredne.
W półfinale Kasia zaprezentowała się fantastycznie. Towarzyszył jej brat, Mateusz Moś, akompaniujący siostrze na skrzypcach. Polka miała na sobie białą, wyjątkowo odważną sukienkę, która wywołała falę komentarzy w mediach.
Chodziło o piersi Kasi Moś, które w tej stylizacji były faktycznie mocno wyeksponowane - kreacja projektu i wykonania Mario Menezi wzbudziła zainteresowanie i zachwyt.
Była najpiękniejszą niespodzianką pierwszego półfinału Eurowizji. W przepięknej sukience (z jednym ramiączkiem), z rozwianymi włosami i silnym głosem wykonała piosenkę Flashlight - tak pisali o niej Niemcy
Brytyjczykom zaś spodobała się wiadomość, że Kasia miała epizod z Playboy'em i tańczyła dla Pussycat Dolls. Posunęli się nawet do stwierdzenia, że uroda faktycznie może pomóc Moś w zbieraniu głosów niezbędnych do zdobycia podium.
Serhij Prytuła, ukraiński gwiazdor, który prowadził tamtejsze eliminacje do Eurowizji, nie był tak subtelny w słowach. Pozwolił sobie na bardzo obrazowe porównanie, przywołując zeszłoroczny występ Michała Szpaka. Jego komentarz przywołał na antenie RFM FM dziennikarz radia LUX, Andrej:
Jaki fajny, polski tyłek! Cóż, w porównaniu z zeszłorocznym reprezentantem Polski to - czysto wizualnie - milowy krok do przodu. W tamtym roku nie było takiego dekoltu! Jakie cycki, Matko Boska! Polska musi być w finale! Po prostu musi być w finale - takimi komplementami uraczył Kasię ukraiński kolega po fachu
Ciężko nam stwierdzić czy Kasia powinna się na niego obrazić, czy nie. W końcu, jakby nie patrzeć, był to komplement.