Dorota Szelągowska udzieliła wywiadu Marcinowi Mellerowi, w którym opowiedziała temat swojej diagnozy. 45-latka przypomniała, że ma AuDHD, czyli zaburzenie łączące w sobie cechy spektrum autyzmu i ADHD, czyli nadpobudliwości psychoruchowej. "Z jednej strony jesteś poj*bana i twój mózg dąży do tego, żeby był chaos, a z drugiej strony twój mózg dąży do tego, żeby był totalny porządek. (…) Jak to wszystko do mnie dotarło, to się poryczałam, bo nagle przestałam czuć się inna" – wyjaśniła w "Mellinie".
Dorota Szelągowska o swojej metamorfozie i problemach kobiet. Na co nikt nas nie przygotowuje?
Dorota Szelągowska ma AuDHD. "Milion popieprzonych rzeczy"
Dorota Szelągowska wskazała, jak na co dzień wygląda jej życie z diagnozą. Wyjaśniła:
Wszyscy mówili: "Jak możesz być taka w ogóle »hop do przodu«, a jednocześnie wstydzisz się gdzieś zadzwonić i coś załatwić? Jak możesz być jednocześnie taką bałaganiarą i pedantką?!
"Jak gotuję, to wszystko jest wszystkim oblepione, następnie spędzam potwornie dużo czasu na tym, żeby wszystko było dokładnie posprzątane, bo inaczej nie jestem w stanie nic zrobić. (...) Jak jestem chora i wiem, że mam leżeć, to najpierw trzeba posprzątać dom – odkurzyć, umyć podłogi... To jest milion popieprzonych rzeczy, w które całe życie nikt ci nie wierzy" – opisała w wywiadzie dla Eski Rock.
Marcin Meller wspomniał jedno z prywatnych spotkań z Dorotą Szelągowską i wskazał, że 45-latka jest "czajnikiem, który się gotuje i któremu zablokował się przycisk do wyłączenia". Prezenterka przyznała mu rację, po czym dodała:
Tak, a później siedzę i się w ogóle nie odzywam. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że potrafię wyjść w środku kolacji, która jest proszona u mnie w domu, i pójść spać. I to nie jest nic niegrzecznego z mojej strony, tylko po prostu wykorzystuję swój limit.
Dorota Szelągowska opisała swoje ataki paniki. "To było przerażające"
Dorota Szelągowska stwierdziła, że "jakby ktoś ją wcześniej zdiagnozował", to uważa, że "by miała lepsze dzieciństwo". Następnie została zapytana o ataki paniki, których doświadczyła. Opisała:
Nagle obiektywnie zaczynasz się źle czuć, masz pikawę serca. (…) Naprawdę zaczynasz się bać, ale nie boisz się czegoś wymyślonego, tylko tego, że umierasz.
"Każdy, kto miał ataki paniki i nie wiedział, co to jest, to zrozumie, że w pewnym momencie bardzo chciałam, żeby wykryto u mnie jakiegoś guza lub coś, co by było namacalną rzeczą, że to jest to i to się leczy w taki, a nie inny sposób. Teraz, jak czytam na ten temat, [ataki] często są konsekwencjami nieleczonego, niezdiagnozowanego ADHD lub AuDHD. (…) Mam poczucie, że moje ataki paniki wynikały z tego, że jeżeli tak dużo złości kumulujesz w sobie, (…) to twój mózg chce cię uratować, dlatego daje ci (…) lęk" – powiedziała w wywiadzie.
Dorota Szelągowska opisała też "najgorszy okres mojego życia", podczas którego praktycznie nie wychodziła z domu. Ujawniła:
To było straszne i przerażające. (…) To było codziennie obiecywanie sobie, że będzie lepiej, ale to był też totalny lęk, że się zabiję lub zrobię sobie coś złego, ale nie dlatego, że chcę, ale dlatego, że już nie mogę tak cierpieć. Jeżeli to zabiera ci wszystko i dowala cię codziennie, to szukasz iskierki nadziei, że można z tego wyjść.
Dorota Szelągowska na koniec wyjaśniła, że po diagnozie pomogła jej terapia, podczas której nauczyła się nazywać emocje, a także farmakologia.