Chodziłam do normalnej, państwowej szkoły. Byłam harcerką, byłam w oazie, mieszkałam pod namiotem, w ogóle robiłam zwykłe rzeczy - chwali się miliarderka. A jak wylądowałam na studiach w Chinach, to zamieszkałam w takim akademiku, że normalnie nie wiedziałam, że można w czymś takim mieszkać. Ale ja tak chciałam. Wręcz nie pozwoliłam mojemu tacie tam przyjechać, żeby mnie nie wysłał do apartamentowca. Każdy, kto dysponuje jakimś pieniądzem, lubi sobie stworzyć wygodną rzeczywistość i w rezultacie przestajesz wiedzieć, jak to jest na przykład stać w kolejce. Ale ja mam superterapię polegającą na tym, że wybrałam, że będę pomagać, ale też, że będę to robić, jeżdżąc osobiście w te miejsca, w których pomagam. Wiem, jak to jest siedzieć na lotnisku w Dar es-Salaam sześć godzin, gdzie nie ma sektora dla VIP-ów. Wiem, jak to jest spać z robalami, gekonami, w zagrzybionej chacie w Tanzanii. Nie robię z siebie w tym kontekście cierpiętnicy, bo w mojej sytuacji to byłoby niepoważne. W każdym razie ci, którzy dają mi szansę, przeważnie stwierdzają, że jestem normalna. Jak jestem w domu, z dziećmi, to chcę z nimi zjeść śniadanie, zawieźć je do szkoły. Jasne, że czasem robię jajka i grzanki. Przypuszczam, że Janiny Ochojskiej nikt by nie zapytał o to, czy ona sobie jajka gotuje - powiedziała