Beata Ścibakówna przez związek z Janem Englertem dostawała anonimowe listy. Trwało to 15 lat
Obchodząca 58. urodziny Beata Ścibakówna wraca do początków związku z Janem Englertem, które wcale nie były tak bajkowe, jak mogłoby się wydawać. Aktorka od pierwszych miesięcy mierzyła się z falą niechęci i anonimami, które przez lata trafiały do teatrów, w których pracowała. "Głównie wyrzuty i złorzeczenia" — wspominała po latach.
Beata Ścibakówna i Jan Englert są razem od lat 90., a ich relacja od początku budziła ogromne emocje. Poznali się w Akademii Teatralnej — Englert był wówczas rektorem i wykładowcą, a Ścibakówna jego studentką. Para pobrała się w 1998 roku, a w 2000 urodziła się ich córka, Helena. Różnica wieku, hierarchia uczelniana i pozycja Englerta w środowisku sprawiły, że od początku ich związek był na ustach wszystkich. Aktorce zarzucano, że związała się z profesorem "dla kariery", a ona sama wielokrotnie podkreślała, że musiała mierzyć się z opiniami, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.
Helena Englert o swojej roli w Hamlecie. "Wszyscy się wspieraliśmy"
Beata Ścibakówna o bolesnych listach sprzed lat
W wywiadzie dla cozatydzien.tvn.pl Beata Ścibakówna wróciła do trudnych początków swojego związku. Jak przyznała, przez pierwsze 15 lat otrzymywała anonimowe listy, które trafiały do teatrów, w których pracowała.
To były czasy bez internetu, bez mediów społecznościowych, więc ten hejt nie wylewał się tak otwarcie ze wszystkich stron, nawet nie był nazwany "hejtem", ale od początku mojego związku z Janem Englertem przez jakieś 15 lat dostawałam anonimy. (...) Listy, których litery były wycinane z gazet. Teraz żałuję, że je wyrzuciłam, bo miałabym dowód i wątpliwą "pamiątkę" — wspominała.
Beata Ścibakówna porównuje dawny i obecny hejt
Aktorka zdradziła, że z czasem zaczęła rozpoznawać charakter pisma na kopertach i wyrzucała je bez otwierania:
Głównie wyrzuty i złorzeczenia. Te listy przychodziły najpierw do Teatru Powszechnego, w którym grałam przez pięć lat po ukończeniu szkoły teatralnej, a później do Teatru Narodowego. Były bardzo podobne, bolały. Po czasie rozpoznawałam już charakter pisma na kopercie i nie otwierałam, wyrzucałam.
Ścibakówna przyznała, że współczesny hejt w sieci jest bardziej bezpośredni, ale łatwiejszy do zneutralizowania.
Instagram daje większe możliwości sfrustrowanym i leczącym swoje kompleksy. Natychmiast rozpoznaję hejt i usuwam. Nie interesuje mnie — wyznała.
ZOBACZ TAKŻE: Jan Englert szczerze o alkoholu. W wielkim hicie zagrał pod wpływem. "Bardzo dużo się piło"
Beata Ścibakówna o codzienności z Janem Englertem
Po trzech dekadach razem Beata Ścibakówna i Jan Englert uchodzą za jedną z najbardziej trwałych par w polskim teatrze. W rozmowie z Dzień Dobry TVN przyznali, że są ze sobą "właściwie 24 godziny na dobę", bo nie tylko dzielą życie prywatne, ale też pracują razem w Teatrze Narodowym. Ścibakówna podkreśla, że mimo iż ona i Jan Englert wykonują ten sam zawód, ich małżeństwo nie polega na rywalizacji, lecz na uzupełnianiu się.
Nie wiem, czy bym potrafiła rozmawiać z kimś, kto jest prawnikiem czy lekarzem [...], a my potrafimy czasami zrozumieć się bez słów, o co nam chodzi. To jest łatwe i to jest prostsze — przyznała.
ZOBACZ TAKŻE: Kinga Rusin oceniła "Hamleta" Jana Englerta. Reżysera oskarżono o nepotyzm. "Nie karmię się tym"