Ustawa nie doszła do skutku, ale Beata Kempa nie poddała się. Jak informuje Fakt, minister postanowiła dać podwyżki swoim asystentom. Ich pensje będą wynosić około 6560 złotych, a sekretarze otrzymają po 5060 złotych.
Ciekawe jest zapewnienie w uzasadnieniu do rozporządzenia o podwyżkach: Wzrost wynagrodzeń nie spowoduje dodatkowych skutków finansowych dla budżetu państwa. Bo kancelaria premiera podwyżki wypłaci ze swoich. Nie wspomina tylko, że swoje to tak naprawdę nasze - czytamy w gazecie
Minister Kempa nie skomentowała doniesień tabloidu. Jak myślicie, czy odważy się?