Anita Lipnicka pierwszy raz tak szczerze o relacji z Johnem Porterem: "Nie sposób tego przekreślić"
O rozstaniu Anity Lipnickiej i Johna Portera sporo mówiło się w mediach. Para zdecydowała, że po 13 latach razem ich miłość nie jest już taka sama i przyszedł czas na to, by pójść własnymi drogami:
Byliśmy ze sobą 13 lat. Po czymś takim zostaje w sercu olbrzymia dziura. Ale pojawia się też wolna przestrzeń, przez lata się jej bałam. W końcu przyszła pora się z nią zmierzyć - mówiła w rozmowie z magazynem Sens
Teraz jest szczęśliwą mężatką - wyszła za nowego partnera, Marka Graya - nagrała nową płytę i stoi na własnych nogach pewniej, niż kiedykolwiek. Mimo to na jej albumie można znaleźć piosenki, które współtworzył właśnie John! Jak dziś wygląda ich relacja?
Moja relacja z Johnem zaczęła się wiele lat temu od muzycznej przyjaźni i do niej teraz wróciła. Zatoczyliśmy koło i mimo że od lat nie jesteśmy już parą, wciąż pozostajemy w bardzo serdecznych stosunkach. Przeżyliśmy wspólnie kawał życia, mamy razem dziecko, nagraliśmy wiele cudownych płyt. Nie sposób tego przekreślić. Z szacunku do wspólnej przeszłości i do wszystkiego, co nas łączyło, nie wyobrażamy sobie zachowywać się jak obcy ludzie, albo tym bardziej jak wrogowie. Oboje wiemy, ze możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji - wyznała w rozmowie z Faktem
Wyznała również, że ułożenie sobie życia z nowym ukochanym wcale nie było proste. Uczucie to jedno, ale gdy doszło do załatwiania spraw papierkowych i konieczności uporządkowania życia w jednym kraju w celu zamieszkania w drugim, życie naprawdę wystawiło ich na próbę:
nasze życie wcale nie jest takie spokojne i harmonijne! Musieliśmy je wywrócić do góry nogami, aby móc być razem. Mój mąż jest Anglikiem, chodziło więc o decyzję, gdzie zamieszkać – tu czy tam. No i potem o egzekucję tej decyzji. Padło ostatecznie na Warszawę. Co oznaczało sprzedaż domu w Anglii, pozbycie się samochodów z kierownicą nie po tej stronie, pozamykanie wielu spraw tam, uporządkowanie wszystkiego i dużo roboty urzędowo-papierkowej tutaj, abyśmy mogli normalnie egzystować. Wszystko na wariackich papierach. I dodatkowo ślub jeszcze w innym kraju. Plus moja trasa „Na osi czasu”, w którą wyruszyłam na przełomie ubiegłego roku i nagrania płyty teraz... Mój mąż Mark był w to wszystko zaangażowany, stworzył animację do piosenki „Ptasiek”, a także okładkę, całą grafikę do płyty „Miód i dym”. Więc spokoju tutaj nie za wiele mieliśmy. Raczej marzymy o jakimś odpoczynku teraz...- wspomina Lipnicka
Dobrze, że teraz wszystko jest już jak należy. Mamy nadzieję, że w 2018 roku artystka zafunduje sobie długie i leniwe wakacje.