Przypadek kompletny! Cieszę się bardzo, że ją nagrałem, chociaż nie chciałem - o ironio! - jak zawsze w tym zawodzie jest tak, że się nie chce, a się okazuje, że wychodzi mu to fantastycznie. I mi po latach zrobiło fantastycznie. [Napisanie tej piosenki zaproponowała mi] pani, której nazwisko - przepraszam - wyleciało mi już z głowy, ale ja jej codziennie buduję pomnik, bo to było fantastyczne. Przez trzy miesiące mnie panie namawiały, a ja [im mówiłem] proszę pani, ja nie mogę tego zaśpiewać, bo w oryginale śpiewał to Karel Gott, on jest tenor, ja jestem baryton, to nie ta skala, falsetem musiałbym śpiewać, a charakterystyczny podkład muzyczny był już nagrany. W końcu między drugim a trzecim koncertem w Buffo przyjechała do mnie pani, jakby to był nakaz z góry, że mam to zaśpiewać. I ja pojechałem do studia, żeby udowodnić - a miałem godzinę czasu - tym falsetem. I zaśpiewałem, mówiąc "No widzicie". a oni - dobrze, to tak ma być. I tu nastąpi anegdota. Wychodzę, a tu Jan Kobuszewski. A co pan tu robi? [zapytał], a ja - przyjechałem nagrać piosenkę do takiego serialu. [On na to] "O, dobrze, ja też". Jakiegoś robaka tam robił. To podobno cztery odcinki - powiedziałem. On na to "Ile? 116!" I wtedy wiedziałem, że zostanę pszczołą - powiedział muzyk