Marcin Prokop nie ma złudzeń co do sytuacji w USA. "Skumulowany ładunek ZŁEJ ENERGII"
Marcin Prokop, w nowym sezonie programu "Niezwykłe Stany Prokopa", zanurza się w amerykańskie realia, analizując tamtejsze podziały polityczne. Dziennikarz podzielił się swoimi obserwacjami w najnowszym wywiadzie. Nie ma dobrych wieści.
Marcin Prokop powraca z kolejnym sezonem "Niezwykłych Stanów Prokopa", badając mity i rzeczywistość Stanów Zjednoczonych. W rozmowie z "Super Expressem" poruszył temat aktualnej, mocno napiętej sytuacji politycznej w USA.
ZOBACZ TEŻ: WPADKA Marcina Prokopa na Bestsellerach Empiku 2025. Zapomniał o artyście: "To moja wina"
Julia Wieniawa o relacjach z Agnieszką Chylińską. "To wyssane z palca"
Marcin Prokop o obecnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych
Prokop wyznał, że mimo rosnącego napięcia politycznego, nie napotkał problemów podczas kręcenia nowego sezonu.
Szczerze mówiąc nie miałem żadnych problemów. Nie mieliśmy kłopotów z wjazdem do kraju, nikt nie sprawdzał nam telefonu na granicy. Wszystko odbyło się bardzo elegancko i gładko. Mieliśmy wszystkie wizy, w związku z tym nie było żadnych podstaw, żeby gdzieś nas zatrzymywać - przekazał.
Zauważył jednak, że kraj nigdy nie był tak podzielony:
Natomiast to, co na pewno widać to zmiana trochę mentalności ludzi. Dawno ten kraj nie był tak podzielony, dawno ludzie nie byli tak agresywni w tematach politycznych i nie tylko politycznych. Czuć po prostu w powietrzu taką skumulowany ładunek energii, złej energii. Ludzie przestali być wobec siebie tak otwarci, tak ufni, tak życzliwi i bardzo często zdarzało się, że jednym z pytań zadawanych na samym początku rozmowy z kimś nowo poznanym była próba oceny na kogo głosowałeś, za kim jesteś, po czyjej stronie stoisz.
Marcin Prokop: "Ostrze debaty w Polsce już się trochę stępiło"
Zdaniem Prokopa, Polacy zauważają zmiany i są mniej zaangażowani emocjonalnie w polityczne debaty. Pewne rozczarowanie wobec polityków sprawiło, że debaty stały się mniej intensywne.
Wydaje mi się, że to ostrze debaty w Polsce już się trochę stępiło. Może dlatego, że ludzie poczuli się rozczarowanie jedną i drugą stroną. Mieli swoich faworytów, mieli swoje stronnictwa, w których pokładali jakieś nadzieje. I jedna ekipa i druga, zdążyła już się narządzić i pokazać, że tak naprawdę jedni są warci drugich. I że jedyne co się nie zmienia, to obietnice wyborcze, które łykamy jak pelikany, zapominając bardzo szybko o tym, że jeszcze żaden rząd 90% tych składanych deklaracji nie dowiózł - stwierdził.