Kręcąc "Niezwykłe Stany Prokopa" Marcin Prokop podróżował po USA w okresie wyraźnego napięcia społeczno-politycznego. W wywiadzie dla "Super Expressu" podkreślił, że choć produkcyjnie nie napotkał przeszkód związanych z wjazdem czy formalnościami, atmosfera w kraju jest bardzo gęsta.
ZOBACZ TEŻ: Marcin Prokop długo nieobecny w "DDTVN". W końcu zabrał głos: "Dla niektórych to trudna informacja"
WIDEOMartyna Wojciechowska o córkach i młodym pokoleniu. Zapytaliśmy o Skolima: „To, co mnie niepokoi, to treści”
Marcin Prokop gorzko o Stanach Zjednoczonych
Prokop zaznaczył, że ekipa bez problemów przekroczyła granicę, a cały proces przebiegł spokojnie: mieli komplet dokumentów i ważne wizy.
Szczerze mówiąc nie miałem żadnych problemów. Nie mieliśmy kłopotów z wjazdem do kraju, nikt nie sprawdzał nam telefonu na granicy. Wszystko odbyło się bardzo elegancko i gładko. Mieliśmy wszystkie wizy, w związku z tym nie było żadnych podstaw, żeby gdzieś nas zatrzymywać - powiedział.
Jednocześnie zwrócił uwagę na zmianę w zachowaniu ludzi. Jego zdaniem USA dawno nie były tak mocno spolaryzowane, a tematy polityczne (i nie tylko) częściej wywołują agresję niż rzeczową rozmowę:
Natomiast to, co na pewno widać to zmiana trochę mentalności ludzi. Dawno ten kraj nie był tak podzielony, dawno ludzie nie byli tak agresywni w tematach politycznych i nie tylko politycznych. Czuć po prostu w powietrzu taką skumulowany ładunek energii, złej energii. Ludzie przestali być wobec siebie tak otwarci, tak ufni, tak życzliwi i bardzo często zdarzało się, że jednym z pytań zadawanych na samym początku rozmowy z kimś nowo poznanym była próba oceny na kogo głosowałeś, za kim jesteś, po czyjej stronie stoisz.
Marcin Prokop porównał sytuację w USA do polskiej
W ocenie prowadzącego na tle amerykańskich nastrojów inaczej wygląda dziś temperatura sporów w Polsce. Prokop uważa, że emocje w krajowej polityce są mniej rozpalone niż wcześniej, a część społeczeństwa podchodzi do debaty z większym dystansem. Jako jeden z powodów wskazuje rozczarowanie wyborców obiema stronami sceny politycznej.
Wydaje mi się, że to ostrze debaty w Polsce już się trochę stępiło. Może dlatego, że ludzie poczuli się rozczarowanie jedną i drugą stroną. Mieli swoich faworytów, mieli swoje stronnictwa, w których pokładali jakieś nadzieje. I jedna ekipa i druga, zdążyła już się narządzić i pokazać, że tak naprawdę jedni są warci drugich. I że jedyne co się nie zmienia, to obietnice wyborcze, które łykamy jak pelikany - podsumował.