Maja Hyży o swojej emeryturze. "To na moją korzyść, że mam czwórkę dzieci"
Maja Hyży zabrała głos w sprawie emerytur artystów i przyszłości finansowej osób pracujących w branży muzycznej. W rozmowie z Plejadą poruszyła temat składek ZUS, zabezpieczenia socjalnego oraz… rodzinnego "planu B", który – jak przyznała – miałby ją częściowo zwalniać z troski o przyszłe świadczenia.
Dyskusja o emeryturach w środowisku artystycznym od miesięcy budzi spore emocje. Nieregularne dochody, praca projektowa i brak stabilnych etatów sprawiają, że wielu twórców w Polsce martwi się o wysokość przyszłych świadczeń. W tym kontekście wypowiedź Mai Hyży pokazuje, jak różnie artyści podchodzą do tematu zabezpieczenia finansowego na kolejne dekady życia.
Maja Hyży opowiedziała o swojej terapii. Co próbuje przepracować?
Plan na przyszłość i rodzinny "bezpiecznik"
W rozmowie z Plejadą piosenkarka otwarcie przyznała, że temat emerytury nie jest dla niej priorytetem, a jej podejście opiera się częściowo na zasłyszanych informacjach dotyczących świadczeń rodzinnych. Jak podkreśliła:
Dowiedziałam się dosyć niedawno, że ponoć matki, które mają dużo dzieci, mają emeryturę już na dzień dobry, więc już mam z głowy ten temat — zaczęła.
Hyży zaznaczyła, że słyszała o tego typu rozwiązaniach, ale nie wnikała w szczegóły. Dodała również, że jej sytuacja rodzinna – jako matki czwórki dzieci – daje jej poczucie dodatkowego bezpieczeństwa:
Coś w tym jest, że kobieta w wielodzietnej rodzinie ma już emeryturę — nie wiem jaką, bo tym się nie interesowałam. Ktoś mi o tym powiedział, więc to jest tylko na moją korzyść, że mam czwórkę dzieci — opowiada.
Artystka podkreśliła jednocześnie, że mimo luźniejszego podejścia do tematu, pozostaje aktywna zawodowo i regularnie odprowadza składki. Jej działalność obejmuje nie tylko koncerty, ale również prowadzenie własnej firmy, co – jak sama przyznaje – wiąże się z dużą odpowiedzialnością finansową.
CZYTAJ TAKŻE: TYLKO U NAS: Iwona Pavlović ujawniła wysokość swojej emerytury. "Należą mi się te pieniążki"
ZUS, składki i realia pracy artysty
W dalszej części rozmowy Hyży wróciła do bardziej praktycznego wymiaru emerytur, wskazując na trudności związane z systemem składek i ich wysokością. Jak mówiła, temat bywa dla niej obciążający, choć ma świadomość, że to inwestycja w przyszłość:
Jeżeli chodzi o emeryturę — czasami coś mi się pojawi w głowie, ale cały czas pracuję, mam założoną swoją firmę, odprowadzam podatki, ZUS, aż się spociłam. To jest trudny temat. To jest moja niezgoda wewnętrzna — ile człowiek musi pieniędzy [wydać - przyp. red.]. Czuję się w dalszym ciągu bezpiecznie — nie liczę, nie myślę, ile tego będzie.
Piosenkarka dodała też, że dopiero niedawno zaczęła zastanawiać się nad optymalizacją składek i możliwym wpływem ich wysokości na przyszłą emeryturę:
Ale z tyłu głowy mam, że pracuję, więc coś mi się odkłada. Aczkolwiek ostatnio ktoś tam mi rzucił temat, żebym może zapytała księgową, czy więcej składek [nie mogłabym odkładać - przyp. red.] ZUS-u, bo wtedy będę miała większą emeryturę. I o tym trzeba pomyśleć, żeby nam w przyszłości tej dalszej przyszłości, dobrze się żyło i spokojnie — kwituje.
CZYTAJ TAKŻE: Burza po słowach Mentzena o artystach. Kasprzykowski nie wytrzymał. "Darmozjadzie, przestań gadać głupoty"
Szerszy kontekst systemowy
W tle wypowiedzi artystki toczy się ogólnopolska dyskusja o reformie systemu wsparcia dla twórców. Władze pracują nad rozwiązaniami obejmującymi dopłaty do składek dla osób z branży artystycznej o nieregularnych dochodach. Równocześnie przypomina się o programie takim jak "Mama 4+", który zapewnia świadczenia rodzicom wielodzietnym, co również wywołuje społeczne debaty o sprawiedliwości systemu.
Wypowiedź Mai Hyży wpisuje się więc w szerszy obraz – łączenia życia rodzinnego, pracy twórczej i prób zabezpieczenia przyszłości w systemie, który dla wielu artystów wciąż pozostaje wyzwaniem.