Na zdjęciach ze ślubu Księżniczka Ludu wygląda na najszczęśliwszą kobietę na ziemi. Dopiero wiele lat po jej tragicznej śmierci wyszło na jaw, że w przeddzień ślubu niemal doszło do jego odwołania. Brakowało naprawdę niewiele, by Diana Spencer nie popełniła największego błędu w swoim życiu. A wszystko przez brutalny atak choroby, który ją dopadł.
Wszystko było gotowe. Krzesła dla pary młodej stały na swoim miejscu, catering oczekiwał w sali weselnej, St Paul's Cathedral została udekorowana, przewieziono kwiaty - a panna młoda znajdowała się na skraju załamania nerwowego. Godziny przed ślubem z księciem Karolem, księżna przeżywała ostry atak bulimii. Wszystko wyszło na jaw w książce Charles, The Misunderstood Prince, napisanej przez Sally Bedell Smith.
Autorka z detalami wyjawiła, że Diana cierpiała na ostry atak bulimii, która wtedy była jeszcze tajemnicą, ale obecnie jest tylko okropnie przykrym faktem z jej życia. Sama opowiedziała o tych problemach w wywiadach nagrywanych dla Andrew Mortona.
Smith napisała, że Diana "czuła, że umiera". Jadła bez opamiętania, a później zamykała się w łazience. Wszyscy brali to za stres przed ślubem, a księżna Cierpiała w milczeniu. Gdy nadszedł poranek wyglądała normalnie. Załamanie nadeszło gdy opuściła dom:
Ironia losu, prawda? Gdyby choroba przytłoczyła ją bardziej, wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej...