Krzysztof Rutkowski ostatnio kojarzy się bardziej z wystawnym życiem, niż z rozwiązywaniem spraw kryminalnych. On sam zaczyna zupełnie nowy rozdział w swoim życiu. Jednak jego biuro wciąż działa. To on stał za przyznaniem się matki Madzi z Sosnowca do zabicia córki, odnajdywał skradzione auta i porwane osoby. Bywał przy tym w ogromnym niebezpieczeństwie.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Maja Sablewska o swoim nowym programie. Boi się krytyki? "Komentarze na mój temat były okropne"
Krzysztof Rutkowski wielokrotnie narażał życie w imię prawa?
Na początku swojej działalności Rutkowski zajmował się głównie skradzionymi autami. Miał ogromną skuteczność w odnajdywaniu samochodów, które "nagle zmieniły właściciela".
Mieliśmy informację o jednym aucie na parkingu strzeżonym na Targówku i tam wjechaliśmy. Potwierdził nam się ten jeden samochód i zaczęliśmy sprawdzać po kolei następne. Tych samochodów było około 30. Praktycznie z parkingu wyprowadziliśmy, myślę, trzy czwarte tych pojazdów, które tam stały - wyznał w rozmowie z "Auto Światem".
Tam też przyznał, że bywały momenty w jego karierze, które mrożą krew w żyłach.
Na Krzysztofa Rutkowskiego wydano wyrok śmierci?
Wszystko wydarzyło się w hotelu, w którym Krzysztof Rutkowski organizował swego czasu konferencje prasowe. Były detektyw nawiązał także do sprawy matki Madzi z Sosnowca, która właśnie w tym hotelu przyznała się do swojej winy.
Do tego hotelu przyjechał gość, którego wypuścili z więzienia. Zatrzymywany był wielokrotnie przez nas, i na Ukrainie, i w Polsce, niejaki Józef Suchoń (...). Chodził za nami bardzo aktywnie, nawet otworzył drzwi, patrząc, co się dzieje na konferencji (...). Wszystkie konferencje prasowe tam się odbywały i tam sprawa Madzi z Sosnowca została rozwiązana. W tym hotelu Katarzyna W. przyznała się do tego, że zamordowała własne dziecko - wyznał.
Okazało się, że prawdopodobnie ktoś złożył zlecenie na zamordowanie Krzysztofa Rutkowskiego lub kogoś z jego ekipy. To zadanie powierzono właśnie mężczyźnie, o którym wspomniał celebryta.
I wyobraź sobie, że ten gość Suchoń, no miał zlecenie najprawdopodobniej odstrzelić mnie albo kogoś ode mnie. Następnego dnia potknął się, przewrócił się, eksplodował mu ładunek wybuchowy w teczce. Wyjął broń i strzelił sobie w głowę. Popełnił samobójstwo przed tym hotelem.