Ten ostatni, w rozmowie z Faktem, przyznał, co było na tych taśmach:
W weekend z nieznanego mi maila dostałem nagrania z byłą żoną. Było coś o kościele i generalnie było to dla mnie straszne i nieprzyjemne. Nie chcę o tym myśleć, chcę się skupić na sobie i dzieciach.
Niezależnie od tego, co dokładnie się tam znalazło, Cichopek i Kurzajewski nieźle się zdenerwowali i postanowili zgłosić sprawę organom porządkowym. Sprawą zainteresował się też detektyw Krzysztof Rutkowski. Ostatnio zasugerował on, że autor podsłuchów musiał umieścić urządzenie rejestrujące w pojeździe Macieja. Teraz wyjawił kolejne informacje.
Prywatny detektyw powiedział Super Expressowi, że podsłuch najprawdopodobniej umieszczono w zagłówku siedzenia Kurzajewskiego.
Słychać dobrze Kurzajewskiego, a gorzej Cichopek. Prawdopodobnie rozmawiali na zestawie głośnomówiącym, być może on włączył telefon na głośnik. Moim zdaniem podsłuch założyła osoba, która jest blisko związana z Kurzajewskim. Ewidentnie ktoś chce im zaszkodzić, skompromitować ich – powiedział po tym, gdy odsłuchał ten materiał.
W dalszej części rozmowy zaoferował im nieodpłatną pomoc w ujęciu sprawcy.
Jestem w stanie pomóc Cichopek i Kurzajewskiemu zupełnie niekomercyjnie, bo brzydzę się zachowaniem osób, które dokonują takich czynów, bo uderza to w sferę prywatną. Jest to obrzydliwe, bezwzględne i mające na celu skompromitowanie podsłuchiwanej osoby. Jestem w stanie złapać tę osobę, bowiem nagranie to dotarło do wielu redakcji w Polsce za sprawą e-maila, co zostawiło ślad. Szybko mogę określić, skąd taka wiadomość została wysłana – wyraził gotowość.
To jednak nie koniec nowości – Rutkowski uważa, że nagrań może być jeszcze więcej...
Mamy nadzieję, że sprawca zostanie szybko ujęty i postawiony przed oblicze sprawiedliwości.