W minioną sobotę, 10 kwietnia, odbył się pogrzeb artysty. Jego pochówek miał charakter państwowy, a wartę przy trumnie pełnili żołnierze. Na ceremonii odczytano list od prezydenta Andrzeja Dudy, a w uroczystościach pożegnalnych na cmentarzu uczestniczył premier Mateusz Morawiecki razem z żoną.
Zasłużonego dla polskiej kultury wokalistę pożegnała także jego najbliższa rodzina. Małżonka, z którą spędził niemal 40 lat swojego życia, do samego końca tuliła trumnę.
Krzysztof Krawczyk miał słabość do używek
Krawczyk w Polsce miał status wielkiej gwiazdy. Swoją karierę zaczynał w zespole Trubadurzy, by później zdecydować się na solowe występy. Będąc u szczytu sławy, wyjechał do USA i próbował swoich sił za oceanem jako Krystof. Tam występował w klubach dla Polonii, gdzie gromadził prawdziwe tłumy. Niestety nie udało mu się podbić amerykańskiego rynku fonograficznego. Tłumaczył, że zabrakło mu pieniędzy na promocję:
Z pieniędzy, które zarabiał, grając w lokalnych klubach, nie był w stanie się nawet utrzymać, więc imał się różnych zajęć. Po latach wyznał, że zdarzyło mu się dorabiać na budowach, w sklepie czy jako kierowca.
W Chicago spędził trzy lata i jak się okazuje, nieźle tam imprezował. Nie ukrywał, że w jego życiu pojawiły się narkotyki. Porzucił używki, gdy usłyszał o kosztownej operacji.
Dopiero gdy poznał żonę Ewę, opamiętał się i skończył z używkami. To dzięki jej miłości znowu wrócił na właściwą drogę, nawrócił się i zajął się swoją karierą.
Poniżej jedna z piosenek Krzysztofa Krawczyka, z którą próbował podbić rynek amerykański: