SMS‑y mamy Ani Przybylskiej rozczulają do łez. Nikt inny nie mógł tego dosadniej ująć
27 września 2017 roku do sklepów trafiła pierwsza oficjalna biografia Anny Przybylskiej. Tuż przed trzecią rocznicą śmierci, fani zmarłej aktorki mogą poznać jej życie od kulis. W książce nie brakuje wzruszających i zabawnych wspomnień najbliższych przyjaciół, rodziny i gwiazd, z którymi Przybylska pracowała na co dzień. O tym, jak wyglądała praca nad publikacją opowiedzieli jej autorzy w rozmowie z dziennikiem Fakt.
Dziennikarze Gazety Wyborczej, Grzegorz Kubicki oraz Maciej Drzewicki, spędzili setki godzin na rozmowach z osobami z otoczenia Przybylskiej:
Zaczęliśmy od spotkań z najbliższymi, czyli z mamą Ani, jej siostrą oraz z menedżerką i przede wszystkim najbliższą przyjaciółką, Gosią Rudowską. Odbyliśmy z nimi kilkanaście spotkań. Po zakończeniu procesu zbierania tego „bazowego” materiału zaczęliśmy rozmawiać z kolejnymi osobami. Poszerzaliśmy te spotkania o kolejnych członków rodziny Ani, a potem o świat filmu i reklamy. W ten sposób wspominaliśmy Anię z blisko 30 osobami. A wszystkich spotkań odbyliśmy pewnie z kilkadziesiąt. Nie mieliśmy narysowanej tej postaci już na starcie. Mieliśmy za to czystą kartkę i zapełnialiśmy ją od początku, słuchając tego, co mówią o niej inni. Finalnie udało nam się narysować ten obraz. Jak mówią bliscy – prawdziwy obraz Ani.
Tuż po przeczytaniu książki przez mamę Ani - panią Krystynę, Kubicki i Drzewicki otrzymali od niej wzruszającego SMS-a:
To była dla nas największa nagroda. Proszę sobie wyobrazić to uczucie, kiedy po miesiącach ciężkiej pracy dostaje się sms-a od pani Krysi o treści „Kocham was”. Albo od pani Agnieszki – po prostu z czerwonym serduszkiem. Naprawdę obawialiśmy się, czy nie zawiedziemy ich zaufania, czy czegoś nie będzie trzeba zmienić, czy to o to chodziło.
Autorzy książki Ania. Biografia Anny Przybylskiej opowiedzieli też o najtrudniejszych wątkach dotyczących śmierci aktorki:
Nie uciekamy od tego, ale chcieliśmy zachować balans. To był straszny okres w życiu Ani i jej najbliższych, nie chcieliśmy nim epatować, przesadzić. Nie chcieliśmy nikogo niepotrzebnie ranić i posunąć się za daleko.