Kasia Tusk wyjechała w góry
Koniec jesieni to idealny czas, żeby wyjechać w góry, jeśli ktoś chce odpocząć bez tłumów, które wyruszają na szlaki. To czas, kiedy można zapalić ogień w kominku i delektować się pysznym, góralskim jedzeniem i patrzeć, jak Halny kołysze wysokimi świerkami na zboczach gór.
Kasia Tusk nie oparła się pokusie wyjechania w polskie Tatry, choć od lat zwiedzała raczej włoskie Dolomity. Stwierdziła, że chce porównać je z tymi miejscami, które pamięta z dzieciństwa.
A zatem to rodzinny czas pełen relaksu i spokojnych spacerów po łatwiejszych szlakach.
Paragon grozy Kasi Tusk?
Blogerka pochwaliła się wizytą w jednej z góralskich restauracji, gdzie serwowane jest tradycyjne jedzenie rodem z Podhala. Co zamówiła celebrytka? Na stole nie brakowało pyszności! Ciekawe, czy po posiłku Tusk dostała paragon grozy, którymi tak chętnie dzielą się turyści w Sieci?
Co zamówiła Kasia Tusk? Nie żałowała sobie! Jak stwierdził Super Express pojawiły się tam knedle ze śliwkami za 35 zł, babkę ziemniaczaną za 33 zł i malizny z palonym mlekiem za 32 zł, a do tego napój. Za te trzy dania zapłaciła 100 zł, a zatem chyba nie było najgorzej. Bywa, że nawet proste, mączne dania kosztują o wiele więcej, zwłaszcza gdy zamawia się je w turystycznej miejscowości.
Lubicie polskie góry?