Wszystko mieli dokładnie zaplanowane. Dzieci zostały u dziadków w Gałkowie, a na nich czekało morze, stadnina i relaks. Niestety, przez gwałtowne pożary pustoszące w tym roku francuskie wybrzeże od Marsylii aż po Niceę, ich wakacyjne plany stały pod znakiem zapytania. Ogień zaprószony przez jednego z letników na kempingu rozprzestrzeniał się w zatrważającym tempie, a ludzie uciekali z miasta na plażę, bo między budynkami nie dało się oddychać.
Koniec końców udało im się zrealizować chociaż część swoich planów, jednak po powrocie do Polski i na ukochane Mazury zgodnie stwierdzili, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!