Jan Englert prowadził pod wpływem alkoholu. Nie skończył jak Beata, bo… przekupił policję. Długo udało się wyciszyć sprawę
Jan Englert to aktor, który na przestrzeni lat ugruntował swoją pozycję w show-biznesie. Od kilku dekad zajmuje się aktorstwem, a niezapomniane kreacje stworzył zarówno na małym i dużym ekranie, jak i na deskach teatru. Od lat swoją wiedzę przekazuje kolejnym pokoleniem. Aktor jest pedagogiem, reżyserem, a także dyrektorem teatru.
Wspaniale układa się jego życie prywatne. Jest też szczęśliwy u boku Beaty Ścibakówny. Związek ten na samym początku wzbudzał mnóstwo emocji. Aktorka była bowiem jego studentką. Dzieli ich spora różnica wieku, ale nie przeszkodziło to zakochanym w zbudowaniu pięknej relacji. Małżonkowie doczekali się córki - Heleny. Dziewczyna poszła w ślady rodziców i pomimo młodego wieku już ma za sobą pierwsze występy przed kamerą. Widzowie kojarzą ją z roli Angeli, którą zagrała w serialu Barwy Szczęścia.
Jan Englert jechał samochodem pod wpływem alkoholu
Jan Englert ostatnio wyjawił fanom, że przechodzi bardzo trudne chwile. Aktor zmaga się z poważną chorobą. O wszystkim napisał w książce Bez oklasków, która zaledwie kilka dni temu trafiła do sprzedaży. Wyznał, że ma tętniaka aorty. Znajduje się on w takim miejscu, że niestety operacja nie jest najlepszym wyjściem.
A tak na poważnie: niedawno wykryto u mnie, jak się okazało, wieloletnie znalezisko, tętniaka w aorcie szyjnej. Poinformowano mnie, że w moim wieku już się go nie rusza. Tylko trzeba co jakiś czas sprawdzić, czy przypadkiem nie puchnie. No i tyle - można przeczytać w książce.
Publikacja ujawnia jeszcze wiele prywatnych zwierzeń aktora. Jedno z nich jest dosyć szokujące. Wyznał on, że prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Zatrzymała go wówczas policja, a chcąc uniknąć przykrych konsekwencji swojego występku, zaproponował łapówkę, którą mundurowi przyjęli, dzięki czemu wszystko zakończyło się dla niego bez żadnego szwanku, a wizerunek gwiazdora nie ucierpiał.
Od razu na miejscu załatwiłem sprawę z milicjantami. Zapytali, ile wypiłem, odpowiedziałem, że jedno piwo, i nie czekając na ich reakcję, postawiłem sprawę jasno: "Możliwości są dwie: albo jedziemy badać krew, albo płacę. A jeśli płacę, to ile?". Nastąpiła druga pauza i nagle jeden z nich się odezwał: "Nie no, pobranie krwi pana zgubi". Ale ponieważ byłem wtedy u szczytu popularności, wyciągnąłem banknot. Ten drugi odrzekł: "My nie bierzemy pieniędzy", ale tak zamaszyście tym banknotem machałem, że wypadło mi z ręki i osiadło na milicyjnym bucie. I tak już zostało. To była jedyna łapówka, jaką dałem w życiu - wyznał w książce "Bez oklasków".
Trzeba przyznać, że to dosyć odważne słowa i chyba mało kto spodziewałby się, że Jan Englert odważył się wsiąść za kierownicę po wypiciu piwa. W ostatnim czasie głośnym echem odbiła się w mediach sprawa Beaty Kozidrak, którą policja przyłapała prowadzącą auto po wypiciu mocniejszego trunku. Jej sprawa swój finał znajdzie w sądzie.