To wcale nie ułatwiło pracy na planie. Okazuje się, że Helena bardzo stawia się ojcu i nie chce przyjmować jego dobrych rad. Ambicja i chęć udowodnienia, że nie potrzebuje jego wstawiennictwa, źle wpływają na kontakty rodzinne i zawodowe:
Myślicie, że uda im się znaleźć wspólny język i jakoś przepracować tę dość uciążliwą sytuację? Fakt, że Helena nie chce porad od ojca rzeczywiście może mu sprawiać przykrość, ale z drugiej strony czy nie lepiej uczyć się na własnych błędach i sukcesach? To, co działa dla innych nie zawsze musi być najlepsze dla nas.
Co o tym sądzicie? Powinna przyjmować rady z pokorą czy próbować żyć o własnych siłach i intuicji?