Gigantyczne kłopoty w posiadłości Karola III. Lokatorzy mają serdecznie DOŚĆ

Król Karol III musi zmierzyć się z niezwykle uciążliwym problemem. Brytyjskie media rozpisują się o gigantycznej pladze szczurów, która dosłownie opanowała słynny majątek Sandringham w Norfolk. Sytuacja wywołała ogromną wściekłość także wśród okolicznych mieszkańców, którzy przez specyficzne, królewskie zasady mają całkowicie związane ręce w walce z uciążliwymi szkodnikami.

Król Karol IIIKról Karol III
Źródło zdjęć: © Getty Images | Chris Jackson
Aneta Kowal

Sandringham to jedna z najbardziej znanych i prestiżowych rezydencji brytyjskiej rodziny królewskiej, kojarzona przede wszystkim ze wspólnym spędzaniem świąt Bożego Narodzenia przez Windsorów. Ten gigantyczny majątek, rozciągający się na powierzchni około 20 tysięcy akrów, to jednak nie tylko pałac, ale też około 300 domów przeznaczonych pod wynajem, zamieszkiwanych przez pół tysiąca lokatorów. Mieszkańcy skarżą się urzędnikom na bezkarnie panoszące się gryzonie, które niszczą przydomowe ogródki.


WIDEO
Jakie pieniądze naprawdę zarabiają Royalsi?


Gryzonie terroryzują okolicę posiadłości króla Karola III

Na początku roku głośno było o sytuacji w Marsh Farm, jednej z nieruchomości należących do królewskiego majątku, gdzie po opuszczeniu Royal Lodge miał zamieszkać były książę Andrzej. Teren wokół posiadłości został pokryty licznymi kopcami kretów, które utrudniały zagospodarowanie posesji.

Szybko okazało się jednak, że krety nie są jedynym problemem w tej części Norfolk. Mieszkańcy wynajmowanych domów należących do Sandringham Estate zgłaszali również trudności związane z pojawiającymi się gryzoniami. Szczury i myszy mają być przyciągane przez rolniczy charakter okolicy oraz łatwy dostęp do pożywienia.

Sytuację zaognił dodatkowo zarządca posiadłości, Rob Timmins. Oświadczył on lokatorom, że usuwanie gryzoni leży wyłącznie w ich gestii. Ponadto, podczas posiedzenia rady parafialnej zarząd Sandringham Estate twierdzi, iż nie otrzymał żadnych formalnych skarg od najemców

Zakaz królowej Elżbiety II utrudnia walkę ze szczurami

Opanowanie kryzysu jest dla mieszkańców Sandringham wyjątkowo trudne przez wzgląd na specyficzne, odgórnie narzucone reguły. Naturalną bronią w walce z plagą szczurów byłyby koty, jednak trzymanie tych drapieżników na terenie posiadłości jest kategorycznie zabronione. Zakaz ten wprowadziła przed laty królowa Elżbieta II, która chciała w ten sposób chronić lokalną faunę, w tym dzikie ptactwo łowne, choć spekulowano również o jej osobistej alergii na kocią sierść.

Na obszarach rolniczych, takich jak ten, gryzonie zawsze się pojawiają. Jednak większość ludzi potrafi kontrolować ich liczbę, po prostu mając kota. Tutaj jest to niedozwolone, co oznacza, że mogą się one swobodnie rozmnażać – wyjawił anonimowo jeden z mieszkańców w rozmowie z dziennikiem "Daily Mail".

Bez pomocy czworonożnych łowców mieszkańcy mają związane ręce. Ze względu na ochronę innych dzikich zwierząt, takich jak jeże, zabronione jest rozkładanie toksycznych trutek na zewnątrz, a klasyczne pułapki stosowane wewnątrz domów nie przynoszą pożądanych rezultatów.

Sandringham Estate
Sandringham Estate © Getty Images | Radcliffe/Bauer-Griffin
Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE