Joanna Racewicz to jedna z najbardziej rozpoznawalnych, doświadczonych i cenionych polskich dziennikarek oraz prezenterek telewizyjnych. Przez lata widzowie mogli ją oglądać w największych stacjach w kraju. Jest nie tylko profesjonalistką w dziedzinie dziennikarstwa informacyjnego, ale również autorką poruszających książek i wywiadów, w których często podejmuje trudne tematy straty, żałoby, pamięci i radzenia sobie z traumą. Teraz pokazała serię zdjęć ze szkolenia obronnego, o którym napisała nieco więcej na Instagramie.
WIDEOKamil Sipowicz ocenił sytuację w Polsce. Wspomniał o faszyzmie
Joanna Racewicz wzięła udział w szkoleniu obronnym
Podczas wspomnianych zajęć Racewicz zdobywała praktyczne umiejętności niezbędne w sytuacjach kryzysowych. Jak sama wymienia, uczyła się m.in. podstaw udzielania pierwszej pomocy oraz opatrywania ran. Ponadto kurs obejmował przygotowanie na wypadek nagłego braku prądu, wiedzę o tym, co powinno na stałe znajdować się w domu i w plecaku ewakuacyjnym, a także zasady odróżniania prawdziwych informacji od fake newsów. Dziennikarka nawiązała też do zmarłego męża Pawła Janeczka i tego, jak opisywał przydatną w kryzysie "pamięć mięśniową" – czyli działanie w oparciu o wypracowane automatyzmy, gdy liczy się czas.
Gotowość nie oznacza strachu. Oznacza wiedzę. Odpowiedzialność. Spokój. (...) Pamiętam, jak kiedyś Janosik, ojciec mojego syna, nazywał to: "pamięć mięśniowa". "Automat". Jeśli coś wiesz, umiesz zrobić: potrafisz to powtórzyć. Zawsze. Był oficerem ochrony. Miał to we krwi. Teraz ja powinnam. Każdy z nas – zaczęła dziennikarka.
To dlatego Joanna Racewicz zdecydowała się na kurs
Racewicz podkreśla, że tego typu szkolenia są niezwykle ważne, nazywając je "lekcją dojrzałego i odpowiedzialnego obywatelstwa". Zdecydowanie podkreśla, że gotowość nie oznacza życia w ciągłym strachu, lecz daje wiedzę, odpowiedzialność i spokój. Według niej udział w kursie to sposób na to, by w sytuacjach trudnych i nieprzewidzianych było w nas mniej chaosu czy bezradności. Dziennikarka uważa, że taką wiedzę powinien zdobyć każdy, dlatego zachęca do zapisów.
We wpisie wyjaśniła też, dlaczego zdecydowała się na taki krok. Przypomniała, że urodziła się w Hrubieszowie, czyli blisko granicy, a jej rodzice mieszkają w Zamościu. Wprost przyznała, że się martwi, ale podkreśliła, że dla niej sednem jest przygotowanie i ograniczenie chaosu w trudnym momencie.
Alarmy. Drony. Komunikaty służb. Niepokój. Słyszę o dzieciach sprowadzanych do piwnic. O lukach w systemie. O ludzkich obawach. Bardzo je czuję. Rozumiem. Jestem stamtąd. Urodziłam się w Hrubieszowie. Tuż obok granicy. W Zamościu są moi rodzice. Tak. Martwię się. Tylko, że nie chodzi o to, żeby żyć w lęku. Chodzi o to, żeby wiedzieć, co robić, kiedy wydarzy się coś, czego nie planowaliśmy – napisała Racewicz.