NewsyWstrząsające wyznanie Filipa Łobodzińskiego. Nowotwór odebrał mu ukochaną córkę. "Chce mi się wyć"

Wstrząsające wyznanie Filipa Łobodzińskiego. Nowotwór odebrał mu ukochaną córkę. "Chce mi się wyć"

Filip Łobodziński wspomina córkę
Filip Łobodziński wspomina córkę
Elwira Szczepańska

10.10.2018 09:03

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Trzy lata temu dziennikarz Filip Łobodziński stracił ukochaną córkę. Marysia miała 21 lat, studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, miała plany na przyszłość i była zakochana. Miała też w głowie glejaka, niebezpieczny nowotwór, który sprawił, że ostatnie lata jej życia wypełnione były cierpieniem. Wraz z nią cierpiała cała rodzina. Dziennikarz nigdy wcześniej nie mówił tak otwarcie o koszmarze, który przeżył. Dopiero w kilka dni po trzeciej rocznicy śmierci córki postanowił opowiedzieć o dramacie.

Łobodziński przyznał, że z chorym na nowotwór cierpi cała rodzina. Próbowali jednak przetrwać ten horror najlepiej jak potrafili - choć nie ma na to przepisu:

Czym innym jest nagła śmierć, a czym innym odchodzenie na nowotwór. Od pewnego momentu człowiek już wie, jaki jest koniec. I stara się tylko o to, żeby wszyscy przeszli przez to godnie, z bólem, ale w stanie jakiejś głębszej duchowości. Tego wszystkiego nie da się oswoić. Ale trzeba robić, co się da. Mnie się wyć chce do dziś, codziennie. Przecież dopiero co, 1 października była trzecia rocznica śmierci Marysi. Ale zdaję sobie sprawę, że choćby nie wiem, jak zaklinać świat, to słońce wzejdzie, to po ziemniaki trzeba pójść. Wielu ludzi już odchodziło i ich bliscy musieli dalej żyć. Nie jestem więc wyjątkowy

W rozmowie z Faktem wyjawił też, że wszystko zaczęło się od niepozornych migren, bólu głowy, który przychodził i odchodził:

Wszystko zaczęło się od wielomiesięcznych bólów głowy. Potem świat stanął na chwilę. Odrodził się zupełnie inny. Ma inny kolor, inny smak. Gorszy. Ale żyję. I to tak, żeby nie przynieść wstydu tym, którzy odeszli. Czasem słyszę, że była taka zdolna, taka wspaniała, taka młoda, jeszcze mogła tyle zrobić. A jakby nie była wspaniała, nie byłaby zdolna? Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Dziecko to dziecko, cierpienie to cierpienie. - wspominał

Przyznał jednak, że w ostatnich chwilach życia Marysia nie była sama. Rok przed śmiercią poznała wspaniałego chłopaka, który dbał o nią jak mógł. Łobodziński nie ukrywał, że był bardzo wdzięczny partnerowi córki:

Szczęśliwie, w ostatnim roku życia Marysia miała prawdziwego chłopaka. Stanął na wysokości zadania tak, jak życzyłbym każdemu mężczyźnie. Zajmował się Marysią na spółkę z nami jak pielęgniarka, jak salowa. To, że się pojawił, było jak promień, który też jej bardzo pomógł. Kochała go bardzo. Był przy niej do końca, do ostatniej sekundy - wyznał dziennikarz

Trudno się to czyta, a łzy same cisną się do oczu. Dobrze jednak, że Marysia nie była sama.

  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Wierszyk na cześć córki Filipa Łobodzińskiego
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
  • Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
[1/9] Filip Łobodziński wspomina zmarłą córkę
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także