Okazuje się, że Budzyńska nie chce wprowadzić się do willi, której prawnym właścicielem jest Krzysztof Gospodarek, syn zmarłej artystki. Elżbieta obawia się, że po raz kolejny zostanie postawiony zarzut kradzieży czy włamania.
Sytuacja jest o tyle zabawna, że Budzyńska sama doniosła mediom o trudnych warunkach. Co więcej, zaprosiła fotoreporterów, którym chętnie zapozowała przed namiotem. Pokazała też, co zabrała ze sobą do Lewina, aby przeżyć przez najbliższe dni. Ma czajnik, herbatę, lekarstwa i ciepłe ubrania.
Sąsiedzi Budzyńskiej twierdzą, że cała sytuacja jest prowokacją, a kobieta w ogóle nie śpi w różowym namiocie. Super Express dodaje, że gdy umówili się z nią na wywiad, nie było jej na miejscu. Pojawiła się dopiero na umówioną sesję.
Co o tym sądzicie?