Jak wyjawił ostatnio w Gali, troska o jego córki i syna sprawia, że martwi się na zapas. Tak, żeby za parę lat być już przyzwyczajonym do myśli, że jego dzieci dorosną:
Im są starsze, tym bardziej się martwię. Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie, że jakiś chłopak zabiera moją piękną córkę na motor. Dostaję gęsiej skórki, jak o tym myślę, bo wszyscy moi koledzy, którzy mieli motory, nie żyją. Z kolei w przypadku mojego syna boję się, że trafi na nieodpowiednią kobietę. Ma mój charakter: jest uległy, megawrażliwy i łatwo można go zrobić w trąbę - wyznał aktor.
Uważacie, że nieco przesadza? Czy jego obawy są zupełnie uzasadnione?