Co przydarzyło się Ani? O wszystkim opowiedziała na Instastory.
Co się przydarzyło Ani Lewandowskiej w piątek 13.?
Anna Lewandowska wyruszyła w drogę do swoich córek, do Monachium. Na relacji pisała, że jak zawsze wyjęła na lotnisku telefon i zaczęła odpowiadać swoim fanom.
Dalej Ania opisała, jak w ogóle zorientowała się, że nie ma jej torebki. Okazało się, że zajrzała do skrzynki inne i tam znalazła wiadomość:
Lewandowska wyznała, że wiedziała, że ma dwa wyjścia. Albo zostać w Polsce, albo polecieć bez torebki. Wybrała to drugie, bo bała się, że ze względu na sytuację nie dotrze do córeczek. Bardzo pomocna okazała się stewardesa, która próbowała ratować sytuację, niestety nie udało się, bo do odlotu zostało zaledwie 5 minut. Ostatecznie torebkę odebrała przyjaciółka trenerki, która w końcu poleciała do dzieci, ale piątek 13 listopada zapamięta na zawsze. Takich przygód się nie zapomina. Wdzięczna, za okazana pomoć - Ani, która znalazła torebkę i do niej napisała, oraz pani z obsługi samolotu, tez Ani, wystosowała do nich podziękowanie na swoim profilu.
Jak widać, czasami przesądy mają swoje odzwierciedlenie w realnych wydarzeniach. Tym razem jednak stawiamy, że Anna Lewandowska z powodu nadmiaru myśli, rozkojarzona zostawiła torebkę. Nie ma tu nic z magii, zdarza się. Natomiast już nie zawsze udaje się trafić na tak życzliwą pomoc.