Aleksandra Żuraw przeszła spektakularną metamorfozę. Wyjawiła, jak tego dokonała
Aleksandra Żuraw od dłuższego czasu pokazuje na Instagramie, jak wygląda jej codzienność związana z dbaniem o zdrowie. Regularnie publikuje nagrania z treningów, zdradza, co je na redukcji i jak wygląda jej podejście do odchudzania. W najnowszym wpisie pokazała aktualne zdjęcie swojej sylwetki, dodając poruszający opis tego, jaką drogę przeszła jej figura i zdrowie. "Jedna cesarka i poród naturalny, operacja ratująca życie, później otyłość i + 30 kg" — czytamy.
Aleksandra Żuraw podkreśliła też, że powrót do formy nie był szybki — redukcja zajęła jej aż 22 miesiące, ale przyniosła trwałe efekty. Chwilę po porodzie ważyła... 112 kg. Po tej wadze nie ma ani śladu. "Mam 65 kg przy wzroście 168 cm. I czuję się najlepiej w życiu" — dodała, a na zdjęciach rzeczywiście widać ogromną zmianę nie tylko w sylwetce, lecz także w jej twarzy i spojrzeniu.
ZOBACZ TAKŻE: Dorota Gardias ma sylwetkę godną bogini. Oto jej recepta
Edyta Herbuś zachwyca sylwetką. Co wyeliminowała z diety?
Dieta Aleksandry Żuraw jest prosta
Dziś Żuraw żyje zdrowo, dba o siebie z większą świadomością i chętnie inspiruje innych swoją historią. Jej metamorfoza nie była wynikiem drakońskich diet — wręcz przeciwnie, stawia na zdrowy balans.
W jednym z Q&A wyjaśniła, że nie dzieli jedzenia na "dobre" i "złe", a kluczem jest proporcja.
Istotnym jest by spojrzeć na całość i podjąć decyzję, że tego zdrowego jedzenia jest 80% w moim jadłospisie, a te 20% procent to rzeczy, które lubię, ale do końca mi służą w kwestii zdrowia i wyglądu — wyjaśniała na Instagramie.
ZOBACZ TAKŻE: Dorota Gardias ma sylwetkę godną bogini. Oto jej recepta
Proste zasady liczenia kalorii według Oli Żuraw
Prezenterka "Pytania na śniadanie" otwarcie mówi też o swojej przeszłości związanej z zaburzeniami odżywiania. Podkreśla, że to elastyczne podejście pozwoliło jej wyjść z błędnego koła objadania się i poczucia winy. Dziś zachęca obserwatorów, by nie demonizowali słodyczy — jeśli ktoś je lubi, może je po prostu wliczyć w dzienne zapotrzebowanie.
Uważam jako osoba z zaburzeniami odżywiania, że tyranie się zbyt dużymi ograniczeniami doprowadzi do szybkiej rezygnacji z wprowadzenia zdrowych nawyków — podkreśliła.
W kwestii liczenia kalorii również stawia na prostotę. Jeśli danie jest trudne do obliczenia — po prostu go nie robi.
Nie utrudniam sobie. Jeśli coś jest dla mnie ciężkie do obliczenia, to tego nie robię. Wybieram bardziej proste i jednoporcjowe dania. A jeśli już muszę, to dodaję kalorie wszystkich składników, następnie ważę całość po zrobieniu i dzielę na porcje, ważąc. Wtedy na podstawie wagi wiem, ile dokładnie kcal jest w jednej porcji. Nie jestem dobrym matematykiem, ale mam nadzieję, że zrozumiecie — pisała w archiwalnej relacji.