W rozmowie z Jastrząb Post jego syn, Filip Chajzer nie ukrywał rozbawienia i żartował ile wlezie:
Proszek nazywa się Boliwar. Podpisaliśmy pierwsze kontrakty, mamy juz nagrany materiał reklamowy, wystartujemy we wrześniu z kampanią, tata w rzece pierze z miejscową ludnością. Faktem jest, że rozpoczęliśmy już nagrania, mamy nagrane materiały reklamowe i najpierw opanujemy Amerykę Południową, potem pójdziemy na Północ, przez Grenlandię i do Europy.
Okazuje się też, że ojciec z synem uważają pranie za świetną rozrywkę!
Zamiast planszówek. Wieczorem siadamy i pierzemy. Można jeszcze puścić pralkę, wszyscy siadają i patrzą jak to się kręci.
Dobry humor nie opuścił Filipa:
Ten program już był, nazywał się Hipnoza, nie wracajmy do tego.
Żarty żartami - bo przecież wszyscy lubimy się pośmiać - ale jak sądzicie? Taki proszek miałby szansę odnieść sukces? Sygnowany nazwiskiem Chajzera, który w "branży pralniczej" jest już legendą, rzeczywiście mógłby wykosić konkurencję!