Córka Zbigniewa Wodeckiego doprowadziła publiczność do płaczu! Jej słowa poruszyły wszystkich. "Gdyby był z nami tata..."
Śmierć Zbigniewa Wodeckiego była ogromnym ciosem dla jego fanów, przyjaciół, ale przede wszystkim dla rodziny. Fakt, że była tak niespodziewana, tak nagła, wcale nie poprawiał sytuacji - łatwiej przyzwyczaić się do myśli, że kogoś z nami nie będzie gdy dręczy go choroba. Zbigniew Wodecki zmarł podczas rutynowego zabiegu i to sprawiło, że poczucie niesprawiedliwości, straty i bólu było jeszcze większe.
Nie ma żadnych wątpliwości, że był on jednym z największych artystów swojego pokolenia. Jednym z największych, jakiego kiedykolwiek widziała Polska. Nic dziwnego, że podczas Fryderyków 2018 postanowiono nagrodzić go pośmiertnie statuetką za całokształt twórczości.
Nagrodę wręczał przyjaciel Wodeckiego, Andrzej Sikorowski i wokalistka Basia Trzetrzelewska. Artysta zaczął od poruszającego przemówienia:
Kilka dni temu śniło mi się, że odbieram telefon. Dzwoni Zbyszek i mówi: Co robisz 24 kwietnia? Bo ja gram imprezę w Wałbrzychu, a zadzwonili z Warszawy, że mają mi coś wręczyć. To może byś pojechał i wziąłbyś to za mnie? W zamian za to będziesz mógł sobie to postawić na półce, odwrócić plakietką, nikt się nie kapnie. Obudziłem się ze śmiechem i zorientowałem się, że nie mogę tej prośby spełnić do końca, bo Zbyszek był kimś, kogo się nie da zastąpić. No i... go nie ma - mówił poruszony
Jego słowa wzruszyły publiczność, ale to Katarzyna Wodecka-Stubbs, która odbierała statuetkę w imieniu ojca, doprowadziła wszystkich do łez:
Gdyby był z nami tata, to oczywiście mówiłby ciepło, długo, fajnie. Wiemy o tym wszyscy. Ja mogę tylko powiedzieć, że jak zawsze jestem z niego niezwykle dumna. Dziękuję w imieniu rodziny. Dziękuję w imieniu Fundacji, bo to trochę jest nagroda dla fanów. Jest ich ogromnie dużo, wiemy to, bo spotykamy się z nimi na co dzień. Dziękujemy - powiedziała z trudem panując nad głosem
To bez wątpienia zasłużona nagroda. Szkoda, że nie zdążyli wręczyć mu jej osobiście.