Wojciech Gąssowski dekady temu przeżył chwile grozy. Statek, którym płynął PORWALI terroryści

Wojciech Gąssowski od dekad występuje na największych scenach kraju. Przez pewien czas koncertował także na statkach wycieczkowych. Jeden z rejsów na statku "Achille Lauro" po Morzu Śródziemnym skończył się jednak zupełnie inaczej, niż planowali pasażerowie. Artysta zdradził, że w pewnym momencie stali się... zakładnikami porywaczy.

Wojciech GąssowskiWojciech Gąssowski
Źródło zdjęć: © KAPIF
Daniel Lewandowski

Wojciech Gąssowski to niekwestionowana legenda polskiej sceny muzycznej. Wykonawca nieśmiertelnego hitu "Gdzie się podziały tamte prywatki", obchodzi w sobotę, 20 czerwca 83. urodziny. Choć publiczności kojarzy się głównie z szerokim uśmiechem, wpadającymi w ucho melodiami i wizerunkiem eleganta, jego życiorys kryje epizod przypominający scenariusz hollywoodzkiego thrillera. W latach 80. artysta znalazł się w samym centrum aktu terroryzmu, który wstrząsnął całym światem.

Doda lata temu zaliczyła szarpaninę z Woźniak-Starak. Jak dziś się dogadują?

Statek z Wojciechem Gąssowskim został porwany przez terrorystów

Podczas jednego z rejsów luksusowym wycieczkowcem Wojciech Gąssowski trafił w sam środek ataku. Wtedy na statek wtargnęli terroryści - przedstawiciele Frontu Wyzwolenia Palestyny. Muzyk przyznał, że czuł realne zagrożenie. Sytuacja zaczęła się na pokładzie przy basenie. Z głośników usłyszał komunikat, że trzeba natychmiast opuścić to miejsce. I choć początkowo nie potraktowano go poważnie, chwilę później pasażerowie, wraz z polskim muzykiem zobaczyli, co dzieje się na statku. W tym momencie wszyscy zrozumieli, że statek został porwany.

Byliśmy na basenie i z głośnika padł komunikat, że trzeba go niezwłocznie opuścić. Był upał, statek płynął po Morzu Śródziemnym, więc potraktowaliśmy komunikat marginalnie. Potem był drugi, trzeci... W końcu wyszliśmy i zobaczyliśmy, co faktycznie się dzieje - zaczął Gąssowski.

Po chwili dodał:

Wchodząc na salę, zobaczyliśmy ludzi siedzących na podłodze i terrorystów stojących z karabinami. Pamiętam, jak jeden z nich strzelał w powietrze, drugi miał za paskiem granaty, inni pistolety maszynowe. Wtedy przeprowadzili nas do największej sali, usadzili na podłodze, rozstawili kanistry w benzyną i powiedzieli, że jeżeli ktoś będzie chciał odbić statek, to wysadzą nas w powietrze.

Podczas porwania statku z Wojciechem Gąssowskim zginął jeden z pasażerów

Wtedy właśnie okazało się, że terroryści przejęli wycieczkowiec. Najprawdopodobniej chcieli okraść podróżujących, o czym wspomniał Wojciech Gąssowski w rozmowie z "Super Expressem". Wyznał, że obawiał się o swoje życie.

Po kilkunastu godzinach zrobiła się bardzo nieprzyjemna atmosfera, bo oni zażądali od Izraela uwolnienia z więzień swoich kolegów. Te rozmowy nie przyniosły żadnych rezultatów i terroryści byli coraz bardziej zdesperowani. Po kilkunastu godzinach dali nam w końcu coś do jedzenia, ale nie pozwalali nam wychodzić nawet do toalety.

Porywacze zażądali uwolnienia z więzień w Izraelu 50 Palestyńczyków, a w związku z niespełnieniem ich żądań zabili jednego z zakładników – Amerykanina żydowskiego pochodzenia, multimilionera Leona Klinghoffera - 69-letniego inwalidę poruszającego się na wózku. Jego ciało wyrzucili za burtę.

My jako zakładnicy potrzebni im byliśmy do negocjacji. Widocznie doszło do jakiegoś porozumienia, bo po bodajże 52 godzinach terroryści opuścili statek - zakończył historię Gąssowski.
Wojciech Gąssowski
Wojciech Gąssowski © KAPIF
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!