Fani muzyki hip-hopowca mogą go śledzić na Instagramie. Jego profil obserwuje ponad 250 tysięcy osób, co jest sporą nobilitacją. Dodany wczoraj post zmroził im krew w żyłach.
W sieci pojawił się nekrolog Tymka. Czy raper naprawdę zginął?
Na koncie Tymka na Instagramie zamieszczono film z fragmentami jego teledysków i obszerny wpis, w którym napisano, że poniósł on śmierć w tragicznym wypadku motocyklowym:
W dalszej części posta znalazła się informacja o zbliżającej się dużymi krokami nowej płycie rapera:
Część fanów uwierzyła w komunikat i nie kryła rozgoryczenia:
- Ej, ale żartujesz z tym wypadkiem, co ?
- Ja dobrze rozumiem, że zmarł dzisiaj, czy jaki chu***?
- Ja się martwię, gdzie Tymek ?
Inni nie dali się nabrać. Wskazali na to, że zabieg jest tylko chwytem marketingowym. I taka jest prawda, bo raper żyje i ma się dobrze. Akcja miała zapewne wzbudzić rozgłos i skłonić media do napisania o nim. Część osób spekuluje, że artysta postanowił „uśmiercić Tymka” i powrócić na scenę muzyczną pod nowym pseudonimem.
- Symbolicznie pokazał, że jako "tymek" umiera, a odrodzi się jako ktoś inny (z nowym pseudonimem). Nazwa odrodzenie wiele wyjaśnia.
- Co Ty masz chłopaku za jazdy w głowie. Żyj i twórz 100 lat.
- Tylko król potrafi robić takie rzeczy – to tylko niektóre komentarze odbiorców Tymka.
Poniżej zamieszczamy pełen post wraz z filmikiem, który ma promować nadchodzące wydawnictwo.
Co myślicie o takiej formie promocji? Czy tym razem nie została przekroczona granica dobrego smaku?